Polska Akcja Humanitarna > Ubóstwo > Głosy
Na tej stronie znajdziecie Państwo zbiór interesujących tekstów o tematyce rozwojowej
wtorek, 11 sierpień 2009

Fair Trade - Sprawiedliwy Handel

Europejska kampania Zobowiązanie do wspierania Sprawiedliwego Handlu (Pledge for Fair Trade) ma na celu utrzymanie wsparcia udzielanego dotychczas przez Parlament Europejski dla Sprawiedliwego Handlu. Koordynatorem europejskim i inicjatorem akcji jest Biuro Rzecznictwa Sprawiedliwego Handlu  z Brukseli. W Polsce kampania prowadzona jest przez krajową Koalicję na rzecz Sprawiedliwego Handlu (www.fairtrade.org.pl).

Pierwszy etap kampanii zakłada przekonanie przyszłych Euro-posłów do wsparcia Sprawiedliwego Handlu. Lista kandydatów, którzy podpiszą Zobowiązanie… zostanie opublikowana na stronie internetowej
www.fairtrade-advocacy.org/pledge. Druga część, to planowana na koniec bieżącego roku konferencja, podczas której opracowana zostanie pięcioletnia agenda działań Parlamentu Europejskiego na rzecz Sprawiedliwego Handlu.

Czym jest Sprawiedliwy Handel?

Sprawiedliwy Handel to partnerstwo handlowe oparte na dialogu, przejrzystości i szacunku, które dąży do zwiększania równości na globalnym rynku. Przyczynia się do zrównoważonego rozwoju krajów Globalnego Południa, oferując lepsze warunki handlowe producentom utrzymującym się z uprawy kawy, herbaty, kakao i wytwarzania innych towarów, które potem trafiają na ‘zachodnie’ rynki.
Konsumentom w krajach wysoko rozwiniętych (także w Polsce), Sprawiedliwy Handel oferuje wybór produktów, które gwarantują, że ludzie pracujący przy ich powstawaniu byli uczciwie traktowani i wynagradzani.

Czemu Sprawiedliwy Handel jest tak potrzebny?

Świat pełen jest nierówności, które ciągle się pogłębiają. Mieszkając w dostatniej (naprawdę!) Polsce, często nie wiemy lub nie pamiętamy, że w wielu krajach Globalnego Południa (Afryce, Azji, Ameryce Środkowej i Południowej) miliardy ludzi żyją w ubóstwie. Szacuje się, że na świecie 2,7 mld ludzi żyje za mniej, niż 2 USD dziennie, a ponad 120 mln dzieci nie chodzi do szkoły.

Problem ten jest pogłębiany przez światowy handel konwencjonalny, nastawiony na maksymalizację zysków, która często oznacza nieuczciwe traktowanie i wykorzystywanie pracy ludzi w krajach Globalnego Południa. Problem ten dotyczy głównie tamtejszych drobnych producentów i biednych pracowników, spychanych na margines światowego rynku.

Niesprawiedliwe zasady międzynarodowego handlu mogą stanowić przeszkodę dla rozwoju krajów Globalnego Południa, ale jednocześnie to właśnie handel może wydźwignąć wiele społeczności z ubóstwa. Przykładowo, zwiększenie udziału Afryki Subsaharyjskiej w światowym eksporcie do poziomu sprzed 50 lat (tzn. 3,1%) wygenerowałoby dodatkowe 300 mld USD, czyli ponad 7 razy więcej niż cała międzynarodowa pomoc rozwojowa (ODA) dla tego regionu.

Jak działa Sprawiedliwy Handel?

System Sprawiedliwego Handlu przekłada koncepcję partnerstwa na konkretne wymagania dla producentów i nabywców. Odpowiednie standardy regulują warunki handlu i funkcjonowanie organizacji producenckich. Podstawowe zasady Sprawiedliwego Handlu, to:
• Długoterminowe i stabilne relacje handlowe – bezpośrednie umowy między producentami z Globalnego Południa i importerami z Północy, które dają producentom możliwość planowania budżetu i układania strategii działań na przyszłość.
• Finansowanie wstępne - organizacja producencka może dostać część wartości kontraktu w formie przedpłaty, dzięki temu jest np. w stanie skupić zbiory od swoich członków i utrzymać płynność finansową.
• Cena minimalna – nie może być niższa od ceny rynkowej, gwarantuje wytwórcy zwrot kosztów produkcji i zapewnia godne życie jego rodzinie.
• Premia na rzecz społeczności lokalnej – przeznaczana w drodze demokratycznej decyzji na inwestycje w rozwój społeczności lokalnej, głównie budowę szkół i przychodni lekarskich.
• Mniej pośredników – dzięki temu więcej z pieniędzy płaconych przez konsumentów trafia do producentów.
• Demokratyczne podejmowanie decyzji - drobni producenci są zrzeszeni w organizacjach zarządzanych w sposób demokratyczny i przejrzysty, a prawo głosu nie zależy od płci, pochodzenia, ani od stanu posiadania.
• Produkcja odpowiedzialna społecznie i środowiskowo - zabroniona jest praca dzieci, praca w warunkach niewolniczych i dyskryminacyjne zasady działania organizacji. Obowiązują rozbudowane zasady regulujące gospodarkę zasobami środowiska i chroniące je przed degradacją

Wypełnianie tych standardów jest kontrolowane przez niezależnych inspektorów, którzy decydują o przyznaniu certyfikatu potwierdzającego „sprawiedliwość” danego produktu, czy organizacji.
Sprawiedliwy Handel a Unia Europejska
Parlament Europejski odgrywa istotną rolę w wyznaczaniu polityki UE m.in. w obszarze rozwoju, handlu i ochrony konsumentów – Sprawiedliwy Handel od  ponad 10 lat cieszy się jego poparciem. Wsparcie udzielane idei Sprawiedliwego Handlu i dbałość o interes marginalizowanych producentów z Globalnego Południa wyróżnia tę instytucje na tle całej Unii Europejskiej.

Zwieńczeniem wieloletniego wsparcia jest Rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie Sprawiedliwego Handlu i rozwoju z 2006 roku. Podkreśla ona wagę tej idei i skuteczność opartych na niej inicjatyw dla krajów rozwijających się oraz samej Unii. Rezolucja może być pierwszym krokiem do ustanowienia spójnych ram prawnych polityki unijnej wobec Sprawiedliwego Handlu.
Ruch Sprawiedliwego Handlu utrzymuje dobre relacje z wieloma członkami Parlamentu Europejskiego. Efektem tego jest działalność specjalnej Grupy Roboczej dla Sprawiedliwego Handlu, zajmującej się wspieraniem i promowaniem tej idei. Warto także pamiętać, że produkty pochodzące ze Sprawiedliwego Handlu (m.in. kawa i herbata) podawane są we wszystkich stołówkach Parlamentu i podczas odbywających się tam spotkań.

Koalicja Sprawiedliwego Handlu


Ochrona krajów najbardziej narażonych na skutki obecnego kryzysu gospodarczego

Wydawać by się mogło, iż Wall Street i główne ulice Afryki położone są od siebie tak daleko, że trudno sobie wyobrazić ich wzajemne oddziaływanie. Tymczasem okazuje się, że na skutek wymiany handlowej, migracji i inwestycji kraje rozwijające się stały się nie tylko bardziej związane ze światową gospodarką, ale również bardziej podatne na radykalne zmiany gospodarek krajów wysoko rozwiniętych.

Mimo że ryzyko wystąpienia zagrożenia i siła jego oddziaływania różnią się w zależności od regionu, kraju czy obszaru, staje się coraz bardziej oczywiste, że to, co zaczęło się jako kryzys finansowy przeradza się w kryzys rozwoju. Wyraźny spadek popytu i towarzyszący mu  kryzys na rynku kredytowym nie pozostają bez wpływu na gospodarstwa domowe i firmy na całym świecie. W wielu krajach rozwijających się kryzys gospodarczy może doprowadzić do zmniejszenia, a nawet utraty korzyści wynikających z procesu rozwojowego i postępów, jakich dokonano w osiąganiu Milenijnych Celów Rozwoju, zwłaszcza w zakresie ochrony zdrowia i edukacji.
Kraje rozwijające się muszą stawić czoła temu samemu załamaniu gospodarczemu co państwa bogate, mimo że nie dysponują tak dużymi środkami jak Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych, Europejski Bank Centralny czy Bank Japonii. Jeżeli w najbliższym czasie nie zostaną podjęte zdecydowane działania mające na celu ochronę krajów najbardziej narażonych na niebezpieczeństwo kryzysu gospodarczego, wkrótce może on przerodzić się w globalny kryzys społecznej i politycznej stabilności.

W roku 2008 prawie półtora miliarda ludzi na całym świecie żyło w skrajnym ubóstwie, tj. za niewiele ponad jednego dolara dziennie. Biorąc pod uwagę fakt, iż wzrost ekonomiczny krajów rozwijających się jest bliski zeru, Bank Światowy przewiduje, że jeszcze w tym roku liczba osób żyjących w skrajnym ubóstwie zwiększy się o kolejne 46 milionów. Międzynarodowa Organizacja Pracy szacuje, że jeśli stopy wzrostu spadać będą w roku 2009 jeszcze szybciej, to w roku 2010 pracę straci aż 50 milionów ludzi.

Sytuacja może ulec pogorszeniu, jeżeli państwa wysoko rozwinięte ograniczą swoje budżety pomocowe. W przypadku państw najbiedniejszych może to skutkować całkowitym załamaniem gospodarczym i społecznym. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), środki z funduszy pomocowych stanowią obecnie ponad 50 procent wydatków budżetowych w 14 krajach o najniższych przychodach. W przypadku takich państw jak Afganistan, Burundi, Rwanda czy Demokratyczna Republika Konga szacuje się, że w roku 2008 wydatki bieżące finansowane były ze środków pomocowych w ponad 80 procentach.
Analizy recesji, jakie miały miejsce w przeszłości, wskazują, że w trudnych czasach kobiety, dzieci oraz najbiedniejsze grupy społeczeństwa są najbardziej narażone na skutki załamania gospodarczego. Badania dowodzą, że podczas słabej koniunktury w krajach rozwijających się, współczynnik umieralności niemowląt jest pięć razy wyższy dla dziewcząt niż dla chłopców oraz że prawdopodobieństwo zgonu biednego dziecka w niektórych krajach rozwijających się jest prawie czterokrotnie wyższe niż prawdopodobieństwo zgonu dziecka, które nie jest biedne, a które mieszka w tym samym kraju.

Jednym z podstawowych celów systemu ONZ jest współpraca z krajami rozwijającymi się zmierzająca do ograniczenia podatności tych krajów na skutki kryzysu. W ramach takiej współpracy tworzone są między innymi programy ochrony społecznej korzystające z systemów zabezpieczenia potrzeb społecznych (safety nets). Pomoc ta jest obecnie bardziej potrzebna niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ szanse najbiedniejszych krajów świata na zwalczenie kryzysu topnieją z każdym dniem. Specjaliści już dziś przewidują, że początki ożywienia gospodarczego w niektórych krajach dostrzegalne będą dopiero za kilka lat, a zażegnanie negatywnych skutków społecznych potrwać może jeszcze dłużej. Konsekwencje dla rozwoju społecznego będą poważne i nieodwracalne. Pozbawienie dzieci dostępu do edukacji czy niedożywienie będą miały wpływ na całe ich dalsze życie.

W wielu krajach Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju współpracuje z instytucjami rządowymi w celu monitorowania bieżącej sytuacji, zmniejszania oddziaływania kryzysu, opracowywania środków pomocy społecznej, tworzenia programów na rzecz nowych miejsc pracy oraz rozwijania inicjatyw dotyczących bezpieczeństwa żywienia.

Dlaczego kraje bogatej Północy powinny zająć się problemami krajów uboższych?

• Obowiązek moralny: Kraje rozwijające się cierpią z powodu kryzysu, który został wywołany przez bogatsze państwa uprzemysłowione.
• Własny interes: Kraje rozwijające się stanowią ważny element światowej gospodarki i światowych rynków. Recesja i załamanie wzrostu gospodarczego w krajach rozwijających się będą miały istotny wpływ na gospodarkę światową. Pomagając krajom rozwijającym się, kraje wysoko rozwinięte zapewnią stały popyt na swoje produkty.
• Bezpieczeństwo: Potężne bezrobocie oraz niepewność sytuacji finansowej mogą doprowadzić do destabilizacji politycznej. Gros rzeszy bezrobotnych stanowić będą ludzie młodzi i niespokojni, nie posiadający w swoich krajach dostępu do systemu zabezpieczenia potrzeb społecznych. Może się to okazać ogniskiem zapalnym przyszłych konfliktów.

Źródło: Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP)


Kryzys Finansowy - potrzebne nowe rozwiązania dla krajów rozwijających się

Organizacje pozarządowe zajmujące się pomocą rozwojową obserwują z bliska skutki kryzysu finansowego dla ludzi ubogich w krajach globalnego Południa. Widzą ogrom wyzwań i nieadekwatność dotychczasowych rozwiązań do obecnej skali problemów. Dlatego apelują do decydentów o odwagę w znajdowaniu nowych propozycji dla gospodarki światowej i wyraźną zmianę spojrzenia na relacje z krajami rozwijającymi się. Kwietniowy szczyt G20 pokazał, że niektóre z tych postulatów znajdują zrozumienie wśród przywódców światowych.

Przedstawiamy wybrane zagadnienia ze stanowiska Concord, europejskiej konfederacji reprezentującej ponad 1600 organizacji pozarządowych zajmujących się pomocą humanitarną i rozwojową .

Powaga sytuacji i potrzeba zmian

Jeszcze przed kryzysem wyraźnie widoczne były słabe strony międzynarodowej współpracy na rzecz rozwoju: niedostateczna realizacja Milenijnych Celów Rozwoju, zbyt wolny wzrost wydatków na pomoc, niewystarczająca skuteczność pomocy - wymagająca pilnych zmian ze strony zarówno donatorów jak i krajów-biorców, a także ograniczenie pozytywnych skutków pomocy poprzez negatywny wpływ innych działań krajów bogatych - wynikający z braku spójności pomiędzy politykami w różnych obszarach. Kryzys finansowy, który wstrząsnął dotychczasowym sposobem myślenia o gospodarce na Zachodzie, ma równie dogłębny wpływ na kraje globalnego Południa. Zdaniem europejskich organizacji pozarządowych odpowiedź na to wyzwanie musi być zatem równie poważna.

Podczas gdy już od jakiegoś czasu gospodarka światowa przeżywa największy kryzys stulecia, ludność na całym świecie cierpi z powodu kryzysu żywieniowego i energetycznego, zmian klimatycznych, dramatycznie wzrastającej biedy i rozpaczliwej niepewności, co do skutków zawirowań gospodarczych, których jesteśmy świadkami. Jest to zachwianie przede wszystkim dominującego modelu gospodarczo-politycznego, nastawionego wyłącznie na wzrost gospodarczy. Obecna sytuacja wymaga zrewidowania podstawowych zasad funkcjonowania gospodarki, ponownie wystawionych na światło dzienne przez trwający kryzys: modelu osiągania dobrobytu gospodarczego poprzez wzrost gospodarczy i nierówny podział bogactwa w skali światowej oraz zbyt duże zużycie surowców naturalnych, zarówno tych odnawialnych, jak i nieodnawialnych. Istnieje kilka skutecznych rozwiązań, ale są one tymczasowe i muszą im towarzyszyć znaczące reformy w funkcjonujących modelach gospodarczych.

Pomimo potęgi gospodarczej, kraje od dawna uprzemysłowione pogrążone są w recesji, a badania i analizy wykazują, że państwa rozwijające się znajdą się w jeszcze gorszej sytuacji. Liberalizacja handlu i inwestycji ogranicza krajowe rolnictwo i przemysł, drastycznie zmniejsza oszczędności i dochody państwa oraz zwiększa destabilizującą utratę kapitału. Dotykające cały świat problemy finansowe są też przyczyną zmniejszenia pomocy rozwojowej dla krajów rozwijających się. Powyższe tendencje i rezultaty w obecnym kryzysie mogą mieć tragiczne konsekwencje, dotykające grupy najbardziej potrzebujące i zmarginalizowane, pomimo, że ogromna większość ludzi żyjących w biedzie nie jest w najmniejszym stopniu odpowiedzialna za ten kryzys. Co więcej, organy decyzyjne UE muszą zrozumieć, że kwestie makroekonomiczne, systemowe i finansowe dotykają obydwu płci w różnym stopniu i wymagają rozwiązań uwzględniających te różnice. Dotychczasowe doświadczenie wskazuje, że kryzysy i niektóre reakcje na nie, jak chociażby programy dostosowań strukturalnych Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) i Banku Światowego (BŚ), miały nieproporcjonalny wpływ na kobiety.

Obecnie znajdujemy się w niezwykle ważnym dla rozwoju społecznego i gospodarczego momencie. Należy, szczególnie w Unii Europejskiej, podjąć zdecydowane kroki, które nie tylko zatrzymają obecny spadek rozwoju, ale także rozwiążą podstawowe problemy leżące u podstaw panującego kryzysu. Decyzje podjęte przez liderów państw Europy w nadchodzących miesiącach będą miały wpływ na ludność całego świata. Dlatego też muszą być oni odpowiedzialni przed swoimi obywatelami oraz szanować prawa człowieka, gdy podejmują kroki mające na celu zaradzenie obecnemu kryzysowi gospodarczemu.


Propozycje dotyczące reakcji UE na kryzys

W trakcie Międzynarodowych Konferencji Finansowania Rozwoju w Monterrey (2002) i Doha (2008) państwa członkowskie Unii uznały, że wiele aspektów międzynarodowego systemu finansowego i gospodarczego ma szkodliwy wpływ na zmniejszenie biedy i rozwój gospodarczy. Zobowiązania podjęte przez państwa członkowskie w Monterrey i Doha zmuszają rządy do zajęcia się tymi problemami, by przyspieszyć rozwój krajów rozwijających się. Organizacje pozarządowe apelują do Unii Europejskiej, aby przeciwdziałając kryzysowi finansowemu, przystąpiła do reform zgodnie z jej międzynarodowymi zobowiązaniami.

Wynikiem kwietniowego szczytu G20 były decyzje dotyczące nie tylko rozwiązywaniu problemów wewnętrznych krajów uprzemysłowionych, ale też wsparcie krajów rozwijających się.  W komunikacie końcowym ze szczytu czytamy m.in.: „Uznajemy, że obecny kryzys ma nieproporcjonalny wpływ na ludzi w krajach najuboższych i uznajemy naszą wspólną odpowiedzialność za złagodzenie skutków kryzysu, by zminimalizować długotrwałe szkody dla potencjału światowego”.

Przepływ środków między Północą a Południem

Nielegalny przepływ środków finansowych z krajów rozwijających się do wysokorozwiniętych jest oceniany na około 1 bilion dolarów rocznie. Zmniejsza to wpływ środków przekazywanych w ramach oficjalnej pomocy rozwojowej z Północy na Południe. Jeśli Unia Europejska chce podjąć realną próbę walki z wpływem kryzysu na kraje rozwijające się, musi zająć się problemem strat ekonomicznych ponoszonych wskutek niesprawiedliwych transakcji finansowych. 

UE odgrywa dużą rolę w podtrzymywaniu istnienia rajów podatkowych, z powodu których kraje rozwijające się tracą szacunkowo 350 miliardów euro rocznie, gdyż dochodzi do nielegalnej ucieczki kapitału. Rządy UE powinny systematycznie reformować i kontrolować te raje podatkowe, z których wiele znajduje się w Europie. Dyrektywa VAT powinna zostać zaostrzona, by wymusić automatyczną wymianę informacji pomiędzy wszystkimi osobami prawnymi. Powinna też być ona stopniowo rozszerzana, by stać się przepisem ogólnoświatowym. W ramach agresywnej akcji przeciwko uchylaniu się od płacenia podatków, Unia Europejska ma obowiązek wprowadzić inne środki zapewniające przejrzystość finansową, takie jak standard księgowości dla firm międzynarodowych.

Społeczeństwo obywatelskie wzywa Unię, by rozszerzyła umorzenie długów na kraje, którym jest to niezbędne do osiągnięcia Milenijnych Celów Rozwoju (MDGs), a także by zapewniła, że wszystkie nowe fundusze przyznane krajom rozwijającym się na walkę z kryzysem, będą miały formę grantów, a nie pożyczek. Nowe pożyczki udzielane krajom rozwijającym się przez publicznych lub prywatnych pożyczkodawców muszą być zgodne z zasadami odpowiedzialnego udzielania pożyczek .

Organizacje pozarządowe zwracają też uwagę na potrzebę wprowadzenia w życie innowacyjnych metod finansowania rozwoju. W obliczu kryzysu finansowego warto rozważyć szereg nowych i starych propozycji zgłaszanych m.in. przez organizacje społeczeństwa obywatelskiego.

Reforma międzynarodowych instytucji finansowych

Międzynarodowe instytucje finansowe, będące częścią systemu ONZ, muszą działać w ramach systemu praw człowieka ONZ - to znaczy, że powinny kierować się m..in. prawem wszystkich ludzi do rozwoju. Decyzje dotyczące reform międzynarodowych instytucji finansowych powinny być podejmowane na forum publicznym, tak by każdy kraj był odpowiednio reprezentowany.

Konieczne są reformy zarządzania Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) oraz Bankiem Światowym (BŚ), tak by instytucje te stały się demokratyczne oraz by zapewnić krajom rozwijającym się więcej możliwości określenia swojej własnej ścieżki rozwoju. Wzrosnąć mogłaby też rola systemu ONZ, szczególnie jeśli znaczenie reformy międzynarodowej struktury zarządzania byłoby niskie ze względu na to, że obejmowałaby ona jedynie niewielką grupę państw, na przykład G20.

Organizacje dostrzegają, że bezpośrednie inwestycje zagraniczne są ważnym źródłem finansowania w krajach najbiedniejszych. Jednak mają one inny charakter niż pomoc zagraniczna i nie mogą jej zastąpić w dziedzinie ochrony ludności ubogiej.

Oficjalna pomoc rozwojowa i przeciwdziałanie zmianie klimatu

Oficjalna pomoc rozwojowa (ODA) jest kluczową bronią w walce z biedą, a jako źródło finansowania rozwoju jest teraz ważniejsza niż kiedykolwiek, ponieważ obecny kryzys finansowy drastycznie zmniejszył inne źródła, takie jak napływ kapitału prywatnego do krajów rozwijających się. Globalny kryzys ekonomiczny, wzrost cen żywności oraz ropy sprawiają, że szybkie i planowe zwiększenie pomocy stało się niezmiernie ważne. Dlatego też państwa członkowskie muszą wyjść naprzeciw tej potrzebie, przedstawiając terminarze ODA, do czego zobowiązały się podczas majowego spotkania Rady UE ds. Ogólnych i Stosunków Zewnętrznych (GAERC). Dotychczas rządy państw Unii nie sprostały zadaniu utrzymania odpowiedniego wzrostu ODA.

Każdy pakiet rozwiązań kryzysu finansowego tworzony przez Unię Europejską musi brać pod uwagę zarówno potrzebę wypełnienia zobowiązań dotyczących ilości i jakości ODA, jak i potrzebę uwzględnienia szkód wyrządzonych programom walki z biedą w krajach rozwijających się przez nadmierny odpływ finansów.

Organizacje pozarządowe apelują do rządów o podwyższenie jakości pomocy zgodnie ze zobowiązaniami wyrażonymi w Deklaracji Paryskiej ws. Skuteczności Pomocy oraz Planie Działania z Akry. Należy stworzyć plan wprowadzenia pakietu rozwiązań przedstawiający konkretne kroki do osiągnięcia założonych celów.

Rządy krajów unijnych powinny ograniczyć warunki udzielania pomocy ograniczające możliwość podejmowania decyzji przez kraje rozwijające się w sferach makroekonomicznych, finansowych i społecznych. Warunki te są niekorzystne, ponieważ ograniczają możliwość realizacji dalekosiężnych planów rozwojowych dostosowanych do danego kraju. Wreszcie organizacje przypominają o konieczności zrezygnowania z wiązania pomocy oraz do zapewnienia, że nie będą zmieniać przeznaczenia pomocy w kierunku programów mających niewiele wspólnego z ochroną ludności najuboższej.

Unia Europejska powinna również uznać swoją odpowiedzialność wobec najbardziej potrzebujących społeczeństw świata, które muszą zmierzyć się z wpływem zmian klimatycznych. W związku z tym, UE powinna zdecydowanie zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych i wspierać próby przystosowania się do zmian klimatycznych.

Kwietniowy szczyt G20 pokazał, że wiele z problemów podnoszonych przez organizacje pozarządowe jest rozważanych również przez światowych przywódców. To dobry znak. Jednak wyniki tego szczytu są zaledwie krokiem w kierunku realizacji postulatów społeczeństwa obywatelskiego. Wiele zależy od faktycznego wdrożenia tych postanowień i wywiązania się ze dotychczasowych zobowiązań.

Marcin Wojtalik / na podstwia materiałów Concord


O potrzebie spójności w kształtowaniu polityki rozwojowej

Spójność polityki europejskiej dla zrównoważonego rozwoju, choć mało obecna w polskim dyskursie politycznym, stanowi ważny element polityki Unii Europejskiej, na równi ze współpracą rozwojową. Dzieje się tak, ponieważ częstokroć poprzez odpowiednią politykę handlową czy rolną można zdziałać więcej w kwestii wspierania rozwoju krajów najuboższych niż za pomocą choćby największych środków finansowych przeznaczonych bezpośrednio na pomoc rozwojową.

Spójność polityki dla rozwoju to według definicji OECD - wysiłek ze strony krajów wysokorozwiniętych w celu takiego tworzenia własnego prawa i polityki, aby uwzględniały one potrzeby i interesy krajów rozwijających się w kontekście globalnej ekonomii. Oznacza to w praktyce, aby wysiłki poszczególnych państw związane z budową współpracy rozwojowej nie były zaprzepaszczane przez politykę rządową w innych dziedzinach, które w znaczący sposób wpływają na sytuację krajów globalnego południa. Ważne jest też, aby polityka w kluczowych dla współpracy rozwojowej sektorach wspierała zrównoważony rozwój. Dziedziny, o które chodzi to przede wszystkim polityka handlowa, rolna, finansowa, imigracyjna czy ochrony środowiska, a także polityki dotyczące długu zagranicznego czy inwestycji zagranicznych. Jedynie spójność wszystkich polityk z celami współpracy rozwojowej umożliwi efektywne działanie na rzecz globalnego rozwoju.
 
Waga budowania spójności polityk dla rozwoju jest kwestią często podkreślaną przez Unię Europejską. Podstawy prawne dla wspólnej polityki europejskiej w obszarze współpracy rozwojowej, już zaznaczone w Traktacie o Unii Europejskiej, zawartym w 1992 roku w Maastricht. Zagadnienie spójności pojawiło się także w Europejskim Konsensusie w Sprawie Rozwoju, w Traktacie Lizbońskim oraz w wydanych w maju 2005 roku przez Radę Unii Europejskiej Wnioskach na temat Spójności Politycznej dla Rozwoju. Od tego czasu został stworzony system weryfikacji, zarówno tworzonego prawa, jak i polityki, pod kątem ich spójności z celami polityki rozwojowej. Uznaje się, że  spójność polityki dla rozwoju może i powinna być jednym z głównych narzędzi do osiągnięcia Milenijnych Celów Rozwoju.
 Jednak by osiągnąć wymierne efekty spójności polityki dla rozwoju konieczne jest wprowadzanie jej nie tylko na poziomie ogólnoeuropejskim, ale także na poziomie krajowym, przez rządy i parlamenty państw członkowskich. Dla tego procesu należy także uzyskać szeroki konsensus polityczny oraz do niego organizacje pozarządowe i media.

 Dwie organizacje: European Centre for Development Policy Management z Maastricht oraz Instituto Complutense de Estudios Internacionales z Madrytu, we wspólnej publikacji  „EU mechanisms that promote policy coherence for development” wskazują, że nie będzie możliwe osiągnięcie Milenijnych Celów Rozwoju, bez równoczesnego postępu na pięciu poziomach spójności:

• wewnętrznej, czyli spójności na poziomie tworzenia planów polityki państwa
• wewnątrzpaństwowej, czyli na poziomie tworzenia prawa i realizowania polityki państwa
• międzyrządowej, czyli spójności między politykami rozwojowymi różnych krajów rozwiniętych
• wielostronnej, czyli spójności w działalności organizacji międzynarodowych i budowaniu pomocy wielostronnej
• na poziomie krajów-biorców pomocy rozwojowej, czyli takiego tworzenia prawa i realizowania polityki przez kraje rozwijające się, aby wspomagały ich własny rozwój i jak najefektywniejsze wykorzystywanie środków płynących z pomocy rozwojowej.

Cztery z pięciu wymienionych obszarów dotyczą działalności krajów-donatorów, co pokazuje, że to właśnie głównie na nich spoczywa konieczność budowania spójności politycznej dla rozwoju. Polska, jako członek Unii Europejskiej, może zarówno budować spójność własnej polityki, jak i wspierać budowanie spójności polityki wspólnotowej.
Zgodnie z podziałem przedstawionym w wymienionej publikacji, Polska może wdrażać zagadnienie spójności na czterech z pięciu wymienionych poziomów.  Po pierwsze, zagadnienie spójności powinny wziąć pod uwagę w swojej działalności wszystkie polskie ośrodki tworzące strategie i programy polityczne dla partii politycznych i rządu. Po drugie, władze państwa powinny zbudować system weryfikujący tworzone prawo i politykę pod względem spójności z celami polityki rozwojowej, zawarte choćby w oficjalnych dokumentach MSZ. Całość zaś polityki rozwojowej naszego państwa powinna być spójna z politykami rozwojowymi innych krajów-donorów. W końcu Polska może wpływać na odpowiednie zmiany w UE, by wzmacniać spójność polityki dla rozwoju na poziomie wspólnotowym i wewnątrz innych krajów członkowskich.

Niezależnie od poziomu, na którym rozważamy wprowadzanie spójności polityki dla rozwoju, można używać do tego celu szeregu mechanizmów. Autorzy wspomnianej publikacji uporządkowali je w trzech kategorie:

• planowanie i podejmowanie decyzji politycznych
• instytucje rządowe i około-rządowe
• oceny i doradztwo

W sferze planowania i podejmowania decyzji politycznych, pierwszym etapem realizacji spójności jest uznanie, że cele rozwojowe nie przyświecają jedynie działaniom państwa w zakresie polityki rozwojowej, a raczej są częścią wszelkich jego działań. Kolejnym krokiem jest stworzenie rozsądnej polityki rozwojowej państwa oraz instytucji kompetentnej do realizowania jej, z jednoczesnym zapewnieniem odpowiedniego stopnia autonomii dla tej instytucji. Ważne jest, aby mogła ona nie tylko realizować oficjalną współpracę rozwojową, ale także wpływać na tworzenie i realizację polityki w innych sferach działalności państwa. To może pomóc w realizacji kolejnego elementu budowania spójności zawartego w kategorii planowania i podejmowanie decyzji politycznych – wypracowania stałej obecności tematu zrównoważonego rozwoju we wszystkich dziedzinach tworzenia i realizacji polityki. Jednak , choć mogło by się tak wydawać, nie jest możliwe osiągnięcie tego za pomocą regulacji prawnych czy budowy nowych instytucji administracji publicznej. Jest to możliwe jedynie poprzez nadanie celom rozwojowym odpowiedniej wagi w dyskursie politycznym oraz uczynienie z nich jednego z priorytetów programu każdej liczącej się siły politycznej, a w szczególności tych, współrządzących Polską. Przy zróżnicowanych interesach społecznych, z którymi muszą się liczyć decydenci, wsparcie dla realizacji celów polityki rozwojowej musi być udzielane przez najwyższe kręgi polityczne w kraju. W innym wypadku ich sens może być zagubiony wśród innych, często bardziej medialnych, postulatów społecznych.

W kategorii instytucji rządowych i około-rządowych zawierają się wszystkie te działania, które zmierzają do zmiany zachowania różnego typu instytucji państwowych, mających wpływ na podejmowanie decyzji w państwie, polegające na zbudowaniu formalnych i nieformalnych dróg integrujących je na rzecz celów polityki rozwojowej. Choć dziedziny takie jak polityka celna, rolna czy klimatyczna wydają się niezależnymi od siebie, to dla celów spójności, powinny one być postrzegane także przez pryzmat większej całości mogącej wpływać na losy ludzi z krajów globalnego południa. Powinno się więc stworzyć takie instytucje, które pozwalałyby na większą koordynacje działań w tych obszarach. przykładzie dla przykładu urzędnicy różnych ministerstw, zajmujących się z pozoru odległymi dziedzinami, mogą konsultować wzajemnie swoje działania w międzyresortowych komitetach.
Trzecia kategoria mechanizmów wspomagających osiągnięcie spójności na rzecz rozwoju – oceny i doradztwo – skupia w sobie wszystkie możliwości ulepszania dotychczasowych działań na tym polu. Uwzględnia to przede wszystkim budowanie odpowiedniego otoczenia eksperckiego dla instytucji państwowych, umożliwiającego korygowanie ewentualnych błędów czy proponowanie alternatywnych rozwiązań. Nie do przecenienia  w tej kategorii jest rola organizacji pozarządowych, a także sektora prywatnego, które mogą być partnerem rządu i dostarczać niezależnych opinii na jego użytek.
Polska, z racji obejmowania Prezydencji w roku 2011, powinna jak najszybciej dostrzec wagę tematu spójności polityki dla rozwoju. Pozwoli to nam wtedy na równi uczestniczyć w ważnej debacie dotyczącej europejskiej polityki rozwojowej, która już od pół wieku wciąż ewoluuje i dostosowuje się do zmieniających się realiów krajów globalnego południa. Podjęcie tematu spójności pozwoli także lepiej zrozumieć wiele procesów zachodzących w Unii Europejskiej, da nową perspektywę spojrzenia na jej reformy. Przede wszystkim jednak pozwoli Polsce skutecznie włączyć się w europejskie starania na rzecz zrównoważonego rozwoju, który uczyni nasz świat lepszym.

Wojciech Kuźnicki


Cykliczne spotkanie Parlamentarzystów z UE i krajów AKP

W dniach 6-9 kwietnia w Pradze odbyło się XVII Wspólne Zgromadzenie Parlamentów Unii Europejskiej i krajów AKP (Afryki, Karaibów, Pacyfiku).

Wspólne Zgromadzenie Parlamentarne AKP-UE  (ACP-EU Joint Parliamentary Assembly) powstało w następstwie układu o stowarzyszeniu, zwanego Konwencją z Jaunde. Układ ten, zwany obecnie Porozumieniem z Kotonu (23 czerwca 2000 r.) związał Unię Europejską z 77 państwami Afryki, Karaibów i Pacyfiku. Został on ustanowiony w celu poprawy poziomów życia i rozwoju gospodarczego państw AKP oraz nawiązania ścisłej współpracy między tymi państwami a Unią Europejską.
Wspólne Zgromadzenie zwraca także szczególną uwagę na promowanie praw człowieka i demokracji. Przedstawiciele 77 państw AKP spotykają się dwa razy w roku na posiedzeniu plenarnym, trwającym tydzień, ze swoimi odpowiednikami, posłami do Parlamentu Europejskiego. Posiedzenia mają miejsce na przemian w jednym z państw AKP i Unii Europejskiej.

Uczestnikami wydarzenia oprócz parlamentarzystów z krajów AKP i UE mogą być przedstawiciele lokalnych i międzynarodowych organizacji pozarządowych. Polskę reprezentowała w tym roku „Grupa Zagranica”.

Podczas praskiego spotkania rozmawiano na temat wpływu Partnerskich Porozumień Handlowych (EPAs)  jak również zmian klimatycznych na kraje AKP. Dyskutowano również na temat roli Porozumienia z Kotonu w przeciwdziałaniu negatywnym skutkom kryzysu finansowego i żywnościowego. Uczestnicy rozmawiali poruszyli również kwestię sytuacji w Somalii. Zastanawiali się także nad wyzwaniami dla demokracji, które wynikają ze zróżnicowania etnicznego, kulturowego i religijnego pomiędzy krajami UE i AKP.

Bardzo ważnym atutem spotkań Wspólnego Zgromadzenia Parlamentarnego jest możliwość nawiązania kontaktu oraz dialogu pomiędzy politykami i przedstawicielami rządów oraz przedstawicielami organizacji pozarządowych. Z perspektywy „polskiej” uczestnictwo w tego typu wydarzeniach wiąże się również z możliwością zdobycia przez uczestników z organizacji pozarządowych nowej wiedzy potrzebnej dla edukacji społeczeństw i zapoznania polskich obywateli  z tematyką współpracy AKP – UE, pogłębianiem wiedzy o regionie, współzależnościach występujących w globalnej gospodarce oraz konieczności zwiększenia  polskiego zaangażowania w pomoc dla krajów AKP. Bardzo ważne jest, aby współpraca występowała zarówno na poziomie rządowym, jak i NGOs. Istotna jest kooperacja Polskiej platformy pozarządowej „Grupa Zagranica” z innymi europejskimi platformami-członkami CONCORD oraz  Rządem Polskim w celu stworzenia i realizacji wspólnej strategii i pomyślnej integracji w ogólno-europejskim środowisko rozwoju i pomocy. Z jednej strony to duże wyzwanie i nowe doświadczenie dla naszego kraju, z drugiej – wielkie możliwości i perspektywy oraz kolejny krok na drodze kształtowania pozycji Polski na arenach europejskiej i międzynarodowej.

Wspólne Zgromadzenie Parlamentarne kończy się głosowaniem parlamentarzystów i ogłoszeniem daty i miejsca następnego posiedzenia – XVIII JPA odbędzie się w Luandzie (Angola) w dniach 28 listopada - 3 grudnia. 

Anastasia Bortova

 


Somaliland – państwo, którego nie ma. Głos bezpośrednio z Południa

Chociaż Somaliland  ogłosił swoją niepodległość już w 1991 roku, w dalszym ciągu jest nieuznawany przez społeczność międzynarodową, w tym ONZ. Mimo wszystko kraj istnieje i próbuje radzić sobie we współczesnym świecie. Dla ludzi z zewnątrz jest to w dalszym ciągu Somalia podobnie jak pobliski Puntland, z tą jednak różnicą, że o ostatnim słyszymy dość często za sprawa piractwa w Zatoce Adeńskiej. A o Somalilandzie? Nie słychać nic. Dlaczego?

Jeśli przyjrzymy się bliżej Somalilandowi to zobaczymy bardzo dobry przykład kraju, który własnymi silami, pomimo trudnej historii, próbuje stworzyć demokratyczne państwo, choć demokracja nigdy wcześniej nie gościła w tym miejscu. To sami obywatele Somalilandu, widząc, że system demokratyczny może pozytywnie wpłynąć na rozwój państwa, wspólnymi siłami, na bazie starszyzny plemiennej oraz współczesnego systemu parlamentarnego, budują  państwo, którego granice wyznaczało kiedyś Somali Brytyjskie. To islamska republika leżąca we wschodniej Afryce granicząca z Dżibuti, Etiopią oraz Puntlandem.

W Somalilandzie wrogie klany w celu wspólnego dobra utrzymują pokój. Czyż nie jest to  wzór do naśladowania dla  wszystkich krajów Afryki? Przykład Somalilandu pokazuje jak dokonywać  czegoś naprawdę trudnego - budować pokój po krwawej wojnie.
Ponieważ żadne państwo nie uznaje niepodległego Somalilandu handel z nim jest utrudniony, wojna zniszczyła infrastrukturę, brak tu technologii oraz inwestorów - któż, bowiem chciałby inwestować w kraju nieuznawanym nawet przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Somaliland jest zmuszony  do importu niemalże wszystkiego, głównie z Półwyspu Arabskiego. Gospodarka Somailiandu opiera sie przede wszystkim na eksporcie zwierząt hodowlanych oraz napływie pieniędzy z zagranicy od emigrantów, których największe skupiska znajdują sie w Kanadzie i  Wielkiej Brytanii. Somaliland ma jednak duży potencjał jeżeli chodzi o rolnictwo, a także przemysł wydobywczy. Znajdują się tutaj duże złoża ropy naftowej, jednak problemem jest brak inwestorów, którzy chcieliby zaryzykować
 i wykorzystać istniejący potencjał tego miejsca.

Stworzenie globalnego partnerskiego porozumienia na rzecz rozwoju to ósmy z celów milenijnych - ostatni.  Mówi między innymi o „dopracowaniu dostępnych dla wszystkich, opartych na jasnych przepisach, przewidywalnych i nikogo niedyskryminujących systemów handlowo-finansowych. Uczestnicy systemu powinni być zobowiązani do podejmowania aktywnej działalności promującej dobre praktyki rządzenia, rozwój i ograniczanie ubóstwa”. Jest to cel szczytny i niezmiernie ważny, ale chyba najtrudniejszy do realizacji. Jeśli ma on dotyczyć wszystkich krajów, nasuwa się pytanie o to jak próbować osiągnąć go w państwach takich jak Somaliland? Państwach, które nie istnieją, państwach zrzeszonych w Organizacji Narodów i Ludów Niereprezentowanych.

 Ludzie nie mogą być dyskryminowani z powodu sytuacji politycznej w ich krajach. Od polityków zależy, czy i kiedy sytuacja ulegnie poprawie i Somaliland będzie uznany oraz będzie mógł się rozwijać, wydostać się ze spirali ubóstwa. Niestabilna sytuacja w pozostałej części Somalii i spory graniczne z Puntlandem nie pomagają, ale należy docenić starania o pokój w tym rejonie. Wiele zależy od Unii Afrykańskiej jak również samej Somalii, ale także Unia Europejska może przyczynić sie do zapanowania pokoju w tym niestabilnym rejonie świata.
 
Somaliland utrzymuje stosunki dyplomatyczne z Etiopią, Ghaną, Republiką Południowej Afryki, Dżibuti jak również Wielką Brytanią, Belgią, Szwecją, a od stycznia 2007 oficjalnie z cala Unią Europejską. Wciąż więc żywię nadzieję, że kiedyś kraj ten będzie uznany i będzie pełnoprawnym partnerem dla „północy”.

 

Bożena Sojka - Koirala


 

Zgodność projektu programu polskiej pomocy na rok 2009 z Programem Działań z Akry (AAA)

Znaczny wzrost środków przeznaczonych na pomoc zagraniczną w 2009 roku (do 130 mln PLN) kieruje uwagę na kwestię jakości polskiej pomocy. Również od niej zależy, czy pieniądze polskich podatników w najlepszy sposób przyczynią się do eliminacji ubóstwa i promowania demokracji na świecie. Współpracę rozwojową można rozpatrywać nie tylko przez pryzmat realizacji kolejnych zobowiązań podjętych przez Polskę na forum międzynarodowym, ale też poprawy jakości życia ludzi i zapewnienia im praw przysługujących każdemu człowiekowi. Wyższa jakość pomocy umożliwia poprawę losu konkretnych osób - kobiet, mężczyzn i dzieci w krajach Południa.

Program Działań z Akry (Accra Agenda for Action, AAA) to najnowszy międzynarodowy dokument wyznaczający kryteria jakości oficjalnej pomocy rozwojowej. Jest on kontynuacją i rozwinięciem postanowień Deklaracji Paryskiej ws. Efektywności Pomocy. Podczas Trzeciego Forum Wysokiego Szczebla ws. Efektywności Pomocy (3rd High Level Forum on Aid Effectiveness, Akra, 2-4 września 2008 r., www.accrahlf.net) światowa społeczność biorców i donatorów (w tym przedstawiciele Polski) wyraziła przekonanie, że konieczne są zdecydowane zmiany w sposobie świadczenia pomocy. „Dowody pokazują, że robimy postępy, lecz niewystarczające. (...) Jednak tempo zmian jest zbyt wolne. Bez dalszych reform i szybszych działań nie uda nam się wywiązać ze zobowiązań przewidzianych na 2010 rok i celów dotyczących jakości pomocy” (Accra Agenda for Action (AAA), punkt 6).

Projekt programu polskiej pomocy zagranicznej udzielanej za pośrednictwem MSZ RP w 2009 roku określa założenia, instrumenty oraz konkretne kraje i obszary wsparcia w ramach środków będących w dyspozycji MSZ. Program ten „stanowi odpowiedź Polski na wyzwania międzynarodowe i zobowiązania wynikające z dokumentów międzynarodowych regulujących pomoc rozwojową, w tym zwłaszcza Milenijnych Celów Rozwoju, Deklaracji Paryskiej ws. Efektywności Pomocy i Programu Działań z Akry (...)” (Program polskiej pomocy zagranicznej udzielanej za pośrednictwem MSZ RP w 2009 roku. Projekt, MSZ, Warszawa, 2008). Zasadne jest zatem przeanalizowanie, w jakim stopniu program polskiej pomocy jest zgodny konkretnymi postanowieniami AAA.

Program Działań z Akry oraz Deklaracja Paryska wskazują na własność (ang. ownership) jako klucz do pomocy efektywnej. AAA określa, że „donatorzy będą wspierać ich [biorców pomocy] przez przestrzeganie priorytetów tych krajów, inwestowanie w instytucje i zasoby ludzkie, wykorzystanie w większym stopniu ich systemów w dostarczaniu pomocy i zwiększanie przewidywalności transferów pomocowych”. Dlatego też polska pomoc powinna być przewidywalna, opierać się na priorytetach krajów biorców i w jak najszerszym zakresie uwzględniać publiczne instytucje krajów partnerskich.

W projekcie programu polskiej pomocy zagranicznej czytamy iż w przy jego opracowaniu MSZ kierowało się „uwzględnieniem potrzeb pomocowych krajów priorytetowych polskiej pomocy zagranicznej, zarówno najbliższych sąsiadów, jak i bardziej odległych geograficznie”. W opisywanym dokumencie brakuje jednak informacji dot. źródeł wiedzy o wymienionych potrzebach, ewentualnych konsultacjach z władzami i społeczeństwem obywatelskim krajów partnerskich oraz dokładnego określenia, poprzez jakie działania zostaną one zrealizowane. Co więcej, coroczne określanie priorytetowych sektorów wsparcia stawia pod znakiem zapytania możliwość kontynuacji podjętych wcześniej działań i obniża efektywność polskiej pomocy.

W Programie Działań z Akry donatorzy zobowiązali się do zwiększenia przewidywalności pomocy w perspektywie średniookresowej (AAA, punkt 26). Przyjęli na siebie także odpowiedzialność informowania krajów partnerskich o wydatkach planowanych w perspektywie 3-5 lat i/lub planach dot. wdrażania konkretnych działań z przynajmniej deklaratywną alokacją środków. Co więcej, przeszkody na drodze dostarczania tego rodzaju informacji mają zostać przez donatorów wyeliminowane (AAA, punkt 26 c). 

By wywiązać się z tego zobowiązania, Polska powinna opracować średniookresowe plany pomocy dla poszczególnych krajów priorytetowych w postaci strategii krajowych (Country Strategy Paper) dla każdego z nich. Plany pomocowe powinny uwzględniać zasadę podziału pracy pomiędzy donorami, w tym już istniejące dobre praktyki, aby uniknąć fragmentaryzacji pomocy (AAA, punkt 17 b). Strategie powinny także umożliwiać krajom biorcom realizację ich zobowiązania do włączenia społeczeństwa obywatelskiego w przygotowanie, wdrażanie i monitoring własnych polityk na rzecz rozwoju (AAA, punkt 13 a). Polskie strategie krajowe powinny umożliwiać krajom biorcom uwzględnienie polskiej pomocy w ich planach budżetowych i strategiach walki z ubóstwem Stworzenie przez Polskę strategii krajowych, ich konsekwentna realizacja i ewaluacja wymiernie przyczynią się do zwiększenia jakości polskiej pomocy. Program polskiej pomocy zagranicznej w roku 2009 powinien uwzględniać stworzenie takich strategii, w tym alokację odpowiednich środków i system skutecznych konsultacji z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego w krajach biorcach i w Polsce.

Konsekwentne stosowanie zasady własności wymaga używania publicznych i finansowych systemów krajowych biorców. Tymczasem jak wskazuje Program Działań z Akry, donatorzy często omijają je nawet wtedy, gdy te są dobrej jakości (AAA, punkt 15). W projekcie programu polskiej pomocy zagranicznej oprócz 3 milionów zł na wsparcie budżetowe dla niezidentyfikowanego kraju, nie przewidziano żadnych działań wykorzystujących kanały dystrybucji krajów biorców. Zwracamy zatem uwagę, że zgodnie z zobowiązaniami podjętymi przez Polskę w AAA donatorzy powinni natychmiast zacząć pracować nad planem wdrażania postanowień Deklaracji Paryskiej dot. używania systemów krajowych biorców we wszystkich formach podejmowanej współpracy na rzecz rozwoju (AAA, punkt 15 d). Zasadne jest więc rozważanie przez MSZ stosowania innych niż projekty instrumentów pomocy, w tym wsparcia budżetowego. W Programie Działań z Akry donatorzy ponowili zobowiązanie do szerokiego stosowania podejścia programowego i kierowania pomocy przez systemy krajów biorców (AAA, punkt 15 e).

Własność działań rozwojowych biorców nie jest możliwa bez efektywnego partnerstwa różnych aktorów społecznych i instytucji obywatelskich zaangażowanych w proces rozwoju. AAA wskazuje na rolę donatorów w budowaniu i wzmacnianiu kompetencji parlamentarzystów, władz lokalnych i centralnych, organizacji pozarządowych, instytutów badawczych, mediów i sektora prywatnego. Jednocześnie rozpoznaje szczególną i niezależną rolę organizacji społeczeństwa obywatelskiego uzupełniających wysiłki czynione przez rządy oraz sektor prywatny. W AAA donatorzy zobowiązali się do „wzmocnienia zaangażowania ze strony organizacji społeczeństwa obywatelskiego” (AAA , punkt 20) oraz współpracy w celu zapewnienia im przyjaznego środowiska wymiernie zwiększającego ich wpływ na proces rozwoju (AAA, punkt 20c). 

W projekcie programu polskiej pomocy zagranicznej na rok 2009 wzmacnianie kompetencji wymienionych wyżej aktorów i instytucji zajmuje bardzo ważne miejsce. Mimo to wsparcia dla społeczeństwa obywatelskiego - wymienionego przy prawie wszystkich krajach priorytetowych - brakuje w sektorach zdefiniowanych dla Afryki, gdzie potrzeby rozwojowe są największe. Własność powinna mieć zawsze charakter demokratyczny, dlatego rekomendujemy uzupełnienie sektorów priorytetowych dla Afryki o wsparcie społeczeństwa obywatelskiego, szczególnie w zakresie partycypacji społecznej i promowania aktywnego udziału w życiu publicznym. Postulat ten oparty jest nie tylko na analizie wdrażania postanowień AAA ale także na lokalnych badaniach priorytetów prowadzonych przez doświadczone partnerskie organizacje pozarządowe (np. LEAT, partnerska organizacja Instytutu Globalnej Odpowiedzialności - IGO z Tanzanii) z krajów biorców. 

Podczas gdy własność określona jest jako klucz do pomocy efektywnej, odpowiedzialność za osiąganie rezultatów musi pozostawać w centrum wszystkich podejmowanych działań: „Jak nigdy wcześniej obywatele i podatnicy ze wszystkich krajów oczekują wymiernych rezultatów podejmowanych wysiłków na rzecz rozwoju” (AAA, artykuł 9). Jednym z narzędzi egzekwowania odpowiedzialności za właściwe wykorzystanie funduszy publicznych jest ewaluacja. Sygnatariusze AAA zobowiązali się do oceniania wpływu wdrażanych przez siebie polityk rozwojowych oraz ich zmiany, jeśli będzie to konieczne (AAA, punkt 23 b). 

W projekcie programu polskiej pomocy zagranicznej na rok 2009 przewidziano 1 mln PLN na zewnętrzną ewaluację wybranych programów polskiej pomocy zagranicznej. Brakuje tam jednak bardziej szczegółowych informacji dot. jej charakteru, wybranych sektorów oraz jakiegokolwiek harmonogramu planowanych działań. Zwracamy uwagę, iż posiadanie efektywnego, niezależnego systemu ewaluacji jest konieczne dla opartego na rezultatach zarządzania umożliwiającego lepsze planowanie polskiej pomocy oraz odpowiedzialność za jej efekty wobec władz i społeczeństwa w Polsce i krajach partnerskich. Powołując się na zobowiązania Deklaracji Paryskiej i Programu Działań z Akry, wzywamy do zintensyfikowania pracy nad efektywnym, zewnętrznym, angażującym biorców systemem ewaluacji polskiej pomocy. Harmonogram tej pracy i rezultaty powinny być publicznie dostępne dla obywateli polskich i krajów partnerskich. Przejrzystość w zakresie osiąganych rezultatów i odpowiedzialność mogą znaczenie przyczynić się do podwyższenia jakości pomocy (AAA, punkt 22).

Zwracamy także uwagę, iż omawiany program obejmuje tylko niewielką część (około 10 proc.) środków zaliczanych do ogólnej puli polskiej ODA (oficjalnej pomocy rozwojowej). W konsekwencji przeważająca część środków nie wydaje się więc być regulowana w sposób strategiczny. Całość działań Polski w dziedzinie współpracy rozwojowej reguluje Strategia z 2003 r. Mimo publicznych deklaracji dot. rychłego przyjęcia nowego dokumentu strategicznego w programie MSZ na rok 2009 nie ma o tym słowa. Przystępując do Programu Działań z Akry, Polska zobowiązała się także do zniesienia prawnych oraz administracyjnych przeszkód uniemożliwiających pełne wdrażanie międzynarodowych zobowiązań dot. efektywności pomocy (AAA, punkt 23 d). Jest to szczególnie ważne w kontekście braku wieloletniego finansowania oraz trudności w wykorzystywaniu instytucji finansowych i systemów zamówień publicznych krajów partnerskich.

WNIOSKI

Polska - jako nowy kraj członkowski Unii oraz nowy donator - jest obecnie na etapie tworzenia swojej polityki rozwojowej. Dlatego też szczególnie ważne jest, by od początku wdrażała dobre praktyki wypracowane przez samych biorców oraz bardziej doświadczonych dawców pomocy. Opracowanie strategii dla krajów priorytetowych, stosowanie instrumentów zakładających użycie kanałów dystrybucji krajów partnerskich, efektywny zewnętrzny mechanizm ewaluacji to wymierne działania, które mogą podwyższyć jakość polskiej pomocy. Przyjęcie tych działań jest konieczne i możliwe, choć wymaga dużej pracy i niezbędnego poparcia społecznego i politycznego. Pomocną rolę w tej pracy mogą odegrać m.in. polskie organizacje pozarządowe.

Katarzyna Staszewska i Marcin Wojtalik /Instytut Globalnej Odpowiedzialności)
 



Globalny stan podgorączkowy - Rozwój społeczny w pułapce zmian klimatycznych


Na początku czerwca gazety na całym świecie przekazały dramatyczny apel prezydenta Kiribati, wyspiarskiego państwa na Południowym Pacyfiku, który zaapelował do społeczności międzynarodowej o zapewnienie schronienia dla 100.000  obywateli,  których państwo w ciągu najbliższych 50 lat może zniknąć pod wodą. Trudno o bardziej dramatyczne potwierdzenie faktu, że zmiany klimatyczne stały się rzeczywistością.
Opublikowany w 2007 roku Czwarty Raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC), instytucji nagrodzonej w 2007 roku Pokojowa Nagrodą Nobla, nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z postępującymi zmianami klimatu, na które działalność człowieka ma istotny wpływ, a ich konsekwencje dotkną wszystkich mieszkańców ziemi. Autorzy  najnowszego Raportu o Rozwoju Społecznym UNDP zatytułowanego „Przeciw zmianom klimatycznym: solidarność w podzielonym świecie” alarmują jednak, że najszybciej i największe koszty poniosą ci, którzy w najmniejszym stopniu przyczyniają się do obecnego kryzysu.
Kraje zamożne, zamieszkane przez 15% mieszkańców świata, ponoszą odpowiedzialność za ponad połowę emisji gazów cieplarnianych, podczas gdy skutki wywołanego w ten sposób globalnego kryzysu dotkną przede wszystkim kraje ubogie i mieszkających w nich ludzi. Już dziś miliony mieszkańców krajów rozwijających się codziennie borykają się z konsekwencjami zmian klimatycznych, prawdopodobieństwo bycia dotkniętym klęską żywiołową jest w ich przypadku 79 razy większe niż w przypadku mieszkańców krajów członkowskich OECD. Ich tragedie rozgrywają się w milczeniu, z dala od kamer światowych mediów i notowań globalnych rynków, gdy coraz częstsze susze, huragany czy powodzie niweczą ich wysiłki na rzecz lepszej przyszłości dla nich i dla ich dzieci.
W międzynarodowej debacie na temat wzrostu emisji, kraje rozwijające się często postrzegane są przez pryzmat rosnących gospodarkek Chin i Indii, przedstawiane jako największe globalne zagrożenie. Obawy przed gwałtownym wzrostem emisji w tych krajach są uzasadnione, ale nie zapominajmy jednocześnie, że jeśli porównać poziom emisji gazów cieplarnianych w przeliczeniu na mieszkańca przeciętny Amerykanin nadal zużywa 5 razy więcej niż przeciętny Chińczyk i 15 razy więcej niż przeciętny Hindus.
Ograniczając spektrum ludzkich wyborów i pozbawiając ludzi możliwości prowadzenia godnego, bezpiecznego życia, zmiany klimatyczne stanowią największe wyzwanie, jakie stoi obecnie przed społecznością międzynarodową, stawiając pod znakiem zapytania osiągnięcie Milenijnych Celów Rozwoju, globalnych zobowiązań na rzecz ograniczenia ubóstwa. Procesy, których jesteśmy świadkami, stawiają w nowym świetle kwestie sprawiedliwości, równości i praw człowieka, zarówno w perspektywie międzynarodowej, jak i międzypokoleniowej.
Zmiany klimatu są efektem fizycznych procesów zachodzących w przyrodzie. To prawda, ale jednocześnie są wynikiem jednostkowych decyzji, również Twoich. Kiedy wsiadasz do samochodu czy włączasz ogrzewanie, twoje zachowania niosą ze sobą konsekwencje dla mieszkańca wsi w Bangladeszu, etiopskiego rolnika czy dziewczyny ze slumsów Haiti. Z tej współzależności płynie odpowiedzialność, również odpowiedzialność za zmianę sposobu produkcji i wykorzystania energii, tak aby nie zaprzepaszczać szans rozwoju innych ludzi czy kolejnych pokoleń.

Wspomniany raport UNDP wskazuje pięć najważniejszych mechanizmów hamowania lub wręcz odwracania procesów rozwoju społecznego w wyniku postępujących zmian klimatu. Mechanizmy te dotyczą następujących dziedzin:
a) produkcja rolnicza i bezpieczeństwo żywnościowe
Zmiany klimatu wpłyną na poziom opadów, temperatury i zasoby wodne, rozszerzając obszary dotknięte suszą i zwiększając zagrożenie głodem. Ocenia się, że w wyniku tych zmian do roku 2080 liczba osób niedożywionych może zwiększyć się o 600 milionów, a straty sektora rolniczego w krajach Afryki Subsaharyjskiej przekroczą kwotę bilateralnej pomocy rozwojowej dla tego regionu.
b) dostęp do wody
Topnienie lodowców oraz zmiany przepływów rzecznych wpłyną negatywnie na dostępność wody, koniecznej do nawadniania upraw oraz przetrwania skupisk ludzkich, szczególnie w krajach azjatyckich. Ocenia się, że do roku 2080 liczba osób pozbawionych stałego dostępu do wody może wzrosnąć o 1,8 miliarda ludzi.
c) podniesienie się poziomu morza i klęski żywiołowe
Podniesienie się poziomu morza w efekcie zaniku pokrywy lodowej oznacza znaczący wzrost zagrożenia powodziowego. Ponad 330 milionów ludzi może być zmuszone opuścić swoje domy, a miliard ludzi mieszkających w slumsach będzie żyć w ciągłym zagrożeniu zalaniem. Wyspiarskie państwa Karaibów i Pacyfiku mogą zniknąć pod wodą.
d) ekosystemy i bioróżnorodność
Wzrost temperatury stanowi poważne zagrożenie dla równowagi ekologicznej, ocenia się, że ok. 20-30% gatunków roślin i zwierząt żyjących na lądzie jest poważnie zagrożonych wyginięciem.
e) zdrowie
Kraje zamożne już przygotowywują swoje systemy opieki zdrowotnej do zmierzenia się ze skutkami zmian klimatu, np. falami upałów. Jednak najbardziej ucierpią kraje rozwijające się, ze względu na ubóstwo i niewydolne systemy opieki zdrowotnej. Ocenia się, że liczba osób zagrożonych malarią, chorobą która już dziś zabija około miliona osób rocznie, może zwiększyć się o 220-400 milionów osób.

Aby powstrzymać zmiany klimatyczne, konieczna jest redukcja emisji gazów cieplarnianych, w oparciu o nowe zobowiązania dotyczące okresu po wygaśnięciu Protokołu z Kioto w 2012 roku. Kluczowym momentem w negocjacjach nowego globalnego porozumienia będzie Konferencja Narodów Zjednoczonych w Sprawie Zmian Klimatu, która odbędzie się w Poznaniu w grudniu br. W trakcie tego szczytu delegaci i delegatki ze wszystkich państw członkowskich ONZ, pod przewodnictwem Polski, będą kontynuować dyskusje nad kształtem nowego porozumienia, które ma zostać podpisane w Kopenhadze w 2009 roku.
Atmosfera Ziemi nie rozróżnia gazów ze względu na kraj pochodzenia, emisje jednego kraju przekładają się na problemy we wszystkich pozostałych, a zatem pojedyncze inicjatywy nie mogą być skuteczne. Odpowiedzią na globalny problem może być jedynie skoordynowany, międzynarodowy wysiłek. Świat ma zarówno wystarczające zasoby finansowe, jak i możliwości technologiczne konieczne do działania. Jeśli nie uda nam się powstrzymać zmian klimatycznych, będzie to świadczyć jedynie o braku politycznej woli współpracy. Taki rezultat będzie nie tylko kompromitacją elit politycznych, ale przede wszystkim klęską w kategoriach moralnych. Dziś katastrofy dotykają krajów rozwijających się, jutro dotkną nas i nasze dzieci. Tragedii, którą niosą ze sobą postępujące zmiany klimatyczne, można uniknąć. Potrzebujemy mądrego przywództwa i zjednoczenia globalnych wysiłków, ale również większej świadomości przy dokonywaniu codziennych, drobnych wyborów. Potrzebujemy działań, nie słów.

Anna Rok /UNDP 


O solidnych fundamentach i zaprawie w budowaniu procesów rozwojowych

My, Ludy Narodów Zjednoczonych...

Pomoc międzynarodowa, polityka rozwojowa, programy pomocowe... szereg ważkich pojęć, do tego dochodzi odległa perspektywa geograficzna. Za tą ciężką zasłoną trudno dostrzec pojedynczych członków rodziny ludzkiej. Mimo, że żyjemy w globalnej wiosce, kraje afrykańskie i ich mieszkańcy wypełniają raczej te bardziej egzotyczne wymiary naszej wyobraźni, rzadziej wiedzy. Jesteśmy skłonni do generalizowania, chętnie sięgamy po stereotypy, a gdy świadomie chcemy uniknąć tych pułapek, często nie wiemy, jak to zrobić?

Z jakiego miejsca by nie spoglądać na problemy krajów globalnego Południa - czy będzie to perspektywa czytelnika codziennej prasy, wrażliwego społecznie i świadomego globalnych problemów polityka, dziennikarza filtrującego doniesienia agencji prasowych, czy specjalisty do spraw rozwoju wskazującego kierunki przemian w krajach rozwijających się - potrzebny jest odpowiedni instrument optyczny. Instrument będący jednocześnie wspólnym mianownikiem dla spolaryzowanego wg. wskaźników ekonomicznych świata.

...zdecydowane przywrócić wiarę w podstawowe prawa człowieka...

Użytecznym narzędziem, które może być pomocne, zarówno tym z nas, którzy sporadycznie spoglądają w stronę krajów rozwijających się, powodowani zasłyszanym medialnym newsem jak i tym, dla których ta tematyka jest przedmiotem profesjonalnego zaangażowania, będzie spojrzenie na rozwój z perspektywy praw człowieka – tzw. human rights based approach to development, w skrócie HRBA. 

Tę perspektywę przyjęły w 2003 roku agendy ONZ. Kilka lat wcześniej, w ramach debaty na temat reformy tej organizacji skonstatowano, że rozwój może być osiągnięty tylko na drodze wcielenia w życie praw człowieka określonych w prawie międzynarodowym, zaś budowanie rozwoju bez tego fundamentu może prowadzić do kolejnych tragedii na miarę ludobójstwa w Rwandzie. Wskazanym jest, aby tą samą drogą podążały wszystkie podmioty zaangażowane w stymulowanie procesów rozwojowych, prowadzące politykę zagraniczną i handlową - w tym Unia Europejska i poszczególne kraje członkowskie. Przez lupę HRBA należy spojrzeć na wszystkie polityki dotyczące aspektów rozwoju. Dotychczasowe obserwacje prowadzone przez niezależnych ekspertów wskazują na konieczność wprowadzenia szeregu poprawek. Ci, którzy dopiero wkraczają na arenę międzynarodowej współpracy rozwojowej – również Polska - mają szanse na debiut w dobrym stylu.

...korzystać z organizacji międzynarodowych w celu popierania postępu wszystkich narodów...

Dla większości zainteresowanych problematyką praw człowieka jednoznacznie wiążą się one z podstawowymi wolnościami politycznymi i obywatelskimi. Tymczasem rozciągają się one znacznie szerzej. Dokumenty międzynarodowe mówią jeszcze o prawach ekonomicznych, społecznych i kulturowych. Dopiero biorąc pod uwagę  ich pełne spektrum, możemy przejść do refleksji nad poszanowaniem ludzkiej godności, będącej celem i metodą działania praw człowieka – jak czytamy w przyjętym przez ONZ przewodniku do rozumienia nowego podejścia. Z ich przestrzegania nie zwalniają żadne nadzwyczajne okoliczności, żadne względy nie uzasadniają obniżania ich najwyższego priorytetu.

Myśląc o prawach człowieka pamiętajmy zatem o prawie do pożywienia, do wody, do schronienia, do edukacji, do zdrowia, do pracy, do opieki socjalnej, o prawach dzieci, a nawet prawach własności intelektualnej. Szósta część ludzkości, zamieszkująca przede wszystkim kraje globalnego Południa, jest pozbawiona tych praw. Refleksja nad tym smutnym faktem, wzbogacona świadomością istoty praw człowieka – dotyczą każdej jednostki bez wyjątku – pomaga odrzucić stereotypy i paternalistyczną postawę. Stroną przestrzegającą lub łamiącą te prawa jest faktyczna władza. Jeżeli władza łamie prawa człowieka, to kto może zwrócić jej uwagę, kto ma środki perswazji i dysponuje realnie bolesnymi  dla niej sankcjami? To inna władza: państwo, ...a może globalna korporacja? Kwestia jest dyskusyjna, jednakże w każdym przypadku istnieje droga wywierania na władzę wpływu. Dokonując wyborów politycznych, konsumenckich mamy możliwość wypowiadania się w kwestiach kształtowania takiej polityki zagranicznej, handlu międzynarodowego, których najistotniejszym elementem będzie światowa walka ze skrajnym ubóstwem, walka o prawo człowieka do rozwoju.

HRBA to świadomość, że obok tradycyjnej oceny wielkości pomocy rozwojowej opartej na jej wymiarach finansowych, ważne jest wywieranie nacisków na decydentów, aby priorytety, według których jest kształtowana opierały się na poszanowaniu praw człowieka. Takiego wsparcia potrzebują społeczności usidlone w pułapce ubóstwa i skonfrontowane z rozciągającą się nad nimi władzą. Temat praw człowieka powinien być obecny w polityce zagranicznej wszędzie tam, gdzie jest mowa o współpracy rozwojowej. Operowanie jasnym językiem  HRBA to zwiększenie szans, że społeczne środki będą wykorzystywane prawidłowo i efektywnie.

HRBA opiera się na obowiązującym prawie międzynarodowym. Stosowana w nim terminologia, wskaźniki i standardy powinny zastąpić mętne eufemizmy obecne niestety powszechnie w dyskusji dotyczącej polityki rozwojowej. Nie ma na nie miejsca, jeżeli zaakceptujemy, że rzecz idzie o poszanowanie ludzkiej godności, naszej godności.

Stosowanie HRBA to przestrzeganie pięciu podstawowych zasad: zdecydowane i precyzyjne stosowanie praw człowieka zapisanych w prawie międzynarodowym; budowanie świadomości własnych praw pośród społeczności beneficjentów programów rozwojowych jako warunek niezbędny dla ich partycypacji i partycypacja wymienionych społeczności w decyzjach dotyczących spraw rozwojowych; brak dyskryminacji i poświęcanie szczególnej uwagi grupom szczególnie narażonym na łamanie praw człowieka; jasno określona i świadoma odpowiedzialność poszczególnych podmiotów powinnych jak i nosicieli praw człowieka.

...postanowiliśmy zjednoczyć nasze wysiłki...

W 1994 roku Rwanda, do tej pory prezentowana jako dobry przykład kraju podążającego ścieżką rozwoju, stała się krwawą areną dla finału napięć powstałych w dobie pokolonialnej. Jak do tego doszło? - zastanawiano się na forum międzynarodowym. Dlaczego nie odebraliśmy sygnałów o nadciągającej katastrofie? Dlaczego patrząc na Rwandę, widzieliśmy w niej przykład dla innych państw rozwijających się?
Niektórzy wskazywali, że działaniom wspólnoty międzynarodowej zabrakło do tej pory  solidnego fundamentu – to był świt HRBA. W sześćdziesiątą rocznicę uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, w przeddzień Światowego Dnia Walki z Ubóstwem zachowajmy świadomość, że tam, gdzie odmawia się ludziom prawa do rozwoju, tam są łamane prawa człowieka. Odpowiedzialność spoczywa na państwie – czytelnikom pozostawiam odpowiedź na pytanie: którym?

Śródtytuły zostały zaczerpnięte z tekstu Karty Narodów Zjednoczonych. 

Leszek Tur /PAH


Kryzys żywnościowy i finansowy – 2 problemy, 2 rozwiązania!
1700 miliardów euro to kwota, jaką członkowie Unii Europejskiej zobowiązali się uruchomić w celu zwalczenia kryzysu finansowego. Kilka miesięcy temu inny kryzys zajmował pierwsze strony gazet. W wyniku gwałtownego wzrostu cen podstawowych produktów żywnościowych (zboża, produkty mleczne…), w wielu metropoliach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej doszło do zamieszek. By stawić czoło kryzysowi finansowemu, FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa) uznała za konieczne zebranie 30 milionów euro. W czerwcu, podczas międzynarodowej konferencji FAO w Rzymie, pomoc zaoferowana przez kraje bogate osiągnęła zaledwie 6,5 miliarda euro. I nie ma pewności, czy wszystkie obietnice zostaną dotrzymane!
Czy należy z tego wnioskować, że kryzys żywnościowy jest mniej poważny?  Nic bardziej mylnego. 1 na 7 mieszkańców planety cierpi głód, szczególnie w krajach południowych. To z tego powodu, w 2000 roku głowy państw zobowiązały się zrealizować Milenijne Cele Rozwoju, z których najważniejszym jest zmniejszenie o połowę liczby ofiar głodu do roku 2015. Od tego dnia, liczba osób głodujących na świecie wciąż rośnie, a wzrost cen żywności spowodował jeszcze jej gwałtowny skok. Liczba ofiar głodu wynosiła, według FAO, 923 miliony w 2007 roku, o 75 milionów więcej niż w roku poprzednim.
Gwałtowny wzrost cen ma wiele przyczyn, między innymi strukturalnych:
• Susza w Australii i na Ukrainie (2007). W związku z ocieplaniem się klimatu, zjawisko to może powrócić ze wzmożoną siłą.
• Zmiana nawyków żywieniowych wraz z rozwojem klasy średniej w krajach zaliczanych do rynków wschodzących (Chiny, Indie…). W krajach tych spożywa się coraz więcej mięsa. Aby wyprodukować kilogram mięsa potrzeba średnio 7 kilogramów zbóż.
• Wzrost światowej populacji. Według demografów liczba ludności na świecie wzrośnie z 6,7 miliarda do 9 miliardów w 2050 roku.
• Rozwój produkcji biopaliw ze szkodą dla produkcji żywności.
• Wzrost spekulacji, która wzmogła podwyżki i powoduje obecnie nadmierny spadek cen surowców rolnych. Mimo to, większość ekonomistów szacuje, że ceny żywności pozostaną na długo wysokie.
Priorytet – rolnictwo
Czy można zatem mówić o niedostatku żywności? Odpowiedź brzmi nie. Produkcja jest wystarczająca, aby wyżywić wszystkich, ale jest ona nierównomiernie rozłożona. Kryzys żywnościowy jest szczególnie silny w krajach, które są zależne od importu, by zapewnić podstawowe wyżywienie swojej ludności. Zbyt często kraje te wolały zaopatrywać się na rynkach światowych, kiedy ceny były niskie, zamiast dążyć do samowystarczalności żywnościowej i wspierać własne rolnictwo. Problem stanowi również siła nabywcza najbiedniejszych konsumentów, którzy nie mają wystarczających dochodów, by kupić żywność, pochłaniającą od 60 do 80% ich wszystkich wydatków. Głód jest bardziej widoczny w miastach, ale dotyka przede wszystkim mieszkańców wsi.
Rolnictwo jest więc najważniejszym pracodawcą na świecie, zapewniając zajęcie ponad połowie aktywnych obywateli. Chodzi głównie o małe rodzinne gospodarstwa. W krajach najbiedniejszych (Mali, Niger itd.) w rolnictwie zatrudnionych jest do 80% ludności aktywnej zawodowo. Jednak sektor ten jest zaniedbany zarówno przez wiele krajów południowych, jak i przez międzynarodowych finansistów. Według OECD (Organizacja Współpracy i Rozwoju Gospodarczego) pomoc finansowa dla rozwoju rolnictwa uległa załamaniu i stanowiła tylko 3% całości w 2005 roku. Kryzys żywnościowy przypomniał państwom i organizacjom międzynarodowym, jak ważne jest wspieranie rolnictwa. Bank Światowy, który od dawna zaniedbywał ten sektor, poświęcił mu w 2007 roku swój raport na temat światowego rozwoju. Uznał, że inwestowanie w rolnictwo to jeden z najskuteczniejszych sposobów walki z ubóstwem. Najwyższy czas! Teraz trzeba przejść od słów do czynów i znaleźć niezbędne środki finansowe.
Konieczność – uspójnienie polityki europejskiej
Czasami wydaje się, że Unia Europejska i kraje członkowskie jedną ręką dają, a drugą zabierają. Polityka wspierania rozwoju, nawet najwyższej jakości, nie przyniesie efektu, jeżeli polityki poszczególnych państw nie postawią sobie za cel walki z głodem i nędzą w państwach południowych. Tyczy się to na przykład wspólnej polityki rolnej (WPR).
Od lat 60-tych, WPR pozwoliła Unii Europejskiej osiągnąć samowystarczalność żywnościową. W latach 80-tych Europa stała się ofiara własnego sukcesu, kiedy to znalazła się w posiadaniu gór mleka w proszku, masła, zboża..., z którymi nie wiedziała, co zrobić. Ceny tych produktów były wyższe niż na światowych rynkach. By móc je eksportować, Unia musiała subwencjonować przepływ niektórych produktów rolnych, czyli sprzedawać je poniżej kosztów produkcji.
Dla chłopów z Południa była to nieuczciwa konkurencja, jako że europejskie produkty były sprzedawane na ich rynkach po sztucznie zaniżonych cenach. Hamowało to rozwój lokalnych instancji. Niektóre gospodarstwa zostały nawet zamknięte.
Dziś dopłaty do eksportu są znacznie niższe, przede wszystkim z powodu wzrostu cen niektórych produktów na świecie (należy jednak zaznaczyć pojawienie się bardziej dyskretnych form pomocy, które mogą pośrednio ułatwiać eksport, kiedy kursy światowe są słabsze).
Problemy jednak nie zniknęły. Unia Europejska powinna więc zaprzestać subwencjonowania eksportu. Podczas konferencji Światowej Organizacji Handlu (WTO) w Hong Kongu Unia zaakceptowała ten pomysł, a w 2005 była gotowa spełnić wymagane warunki do roku 2013. Podczas ostatniego spotkania Michel Barnier, szef europejskiej rady ministrów ds. rolnictwa, powiedział, że Francja jest przeciwna ciągłemu stosowaniu subwencji. Jest jednak za tym, żeby utrzymać je w sytuacji kryzysu (jak np. w przypadku wieprzowiny pod koniec 2007 roku).
W obliczu gwałtownego wzrostu cen paszy dla zwierząt i nadprodukcji wieprzowiny europejscy producenci powołali silne lobby, aby otrzymać pomoc ze strony Unii Europejskiej. O ile zasada wsparcia producentów nie ma w sobie niczego oburzającego, o tyle rozwiązanie wybrane przez Brukselę budzi kontrowersje! W grudniu 2007 roku Unia zdecydowała się subwencjonować eksport wieprzowiny (szynki, kiełbasy…). Chodziło o to, by pokonać kryzys w Europie, eksportując mięso do krajów Trzeciego Świata. Europejscy podatnicy płacili 54 centy za każdy eksportowany kilogram mięsa, co pozwoliło europejskiej wieprzowinie zaistnieć na rynkach afrykańskich po bezkonkurencyjnych cenach. Liczba eksportowanych przez Europę produktów potroiła się w przeciągu 6 lat. Istnieje obecnie ryzyko, iż zrujnuje to producentów z najbiedniejszych krajów. Nie przeprowadzono żadnych badań dotyczących wpływu tych subwencji np. w przypadku Wybrzeża Kości Słoniowej. Jak na ironię, wielu tamtejszych producentów wieprzowiny to dawni hodowcy drobiu, którzy przebranżowili się, nie mogąc już dłużej walczyć z importem mrożonych gorszych kawałków kurczaka z Europy…
Ten przykład pokazuje, że wspólna polityka rolna może być niespójna ze zobowiązaniami Unii Europejskiej w dziedzinie walki z głodem i ubóstwem na świecie. Podobnie jest w przypadku europejskiej polityki handlu zagranicznego. Powróćmy do przykładu eksportowanych mrożonych kawałków kurczaka. Nie był to produkt objęty europejskimi subwencjami. Konsumenci z Europy spożywali coraz więcej części kurczaka, szczególnie piersi i udek uważanych za te bardziej szlachetne. Przemysłowcy nie wiedzieli co robić z gorszymi kawałkami kurczaka, takimi jak skrzydełka czy kuper. Jako że sprzedaż szlachetniejszych części kurczaka przynosiła spore zyski, mogli sprzedawać gorsze kawałki po niższych cenach, eksportując je do Afryki. Dotacje nie były im potrzebne. W Kamerunie kilogram gorszych kawałków kurczaka kosztował 0,50 euro, podczas gdy za całego kurczaka z miejscowej hodowli trzeba było zapłacić 2 euro. W obliczu kameruńskiego kryzysu hodowli drobiu, producenci zmobilizowali siły i w 2005 otrzymali od rządu ochronę sektora i ograniczenie importu. Sytuacja uległa znacznej poprawie.
Prawo do ochrony rolnictwa w krajach Południa jest kluczowym elementem rozwoju tego sektora. Zresztą to właśnie w ten sposób Unia Europejska wspierała rozwój własnego rolnictwa. Teraz Unia powinna przyznać te same prawa krajom Trzeciego Świata. Umowy o partnerstwie gospodarczym negocjowane przez Unię i kraje ACP (Afryka, kraje karaibskie i rejonu Pacyfiku) doskonale ilustrują tę sytuację. Muszą one doprowadzić do tego, by kraje ACP otworzyły swoje najważniejsze rynki na produkty europejskie, co spowoduje że produkcja rolna i rodzący się dopiero przemysł rolny krajów ACP będą musiały stawić czoło konkurencji artykułów spożywczych importowanych z Europy, kiedy te będą tańsze. Stanowi to pewne niebezpieczeństwo, tym bardziej że Europa nie zrezygnowała ostatecznie z dopłat do towarów eksportowanych w ramach wspólnej polityki rolnej.

Pascal Erard /Francuski Komitet Solidarności Międzynarodowej (CFSI) www.cfsi.asso.fr
tłumaczenie: Klaudyna Banaszek


 

Najbiedniejsi zostają w domu
 

Obrazy imigrantów tłoczących się pod granicami Unii potęgują niechęć europejskich państw wobec obcych. Zamykają więc przed nimi granice. W ten sposób likwidują jednak skutki - nie przyczyny migracji, którymi są rosnące dysproporcje ekonomiczne na świecie.


Włóczęga i turysta - te dwa oblicza współczesnej mobilności dostrzega Zygmunt Bauman w książce „Globalizacja. I co z tego dla ludzi wynika". Turysta jest metaforą ludzi globalnego biznesu, naukowców, wysoko wykwalifikowanych specjalistów, którzy przemieszczają się, bo chcą i są do tego zachęcani. Z kolei włóczęga uosabia los mniej zasobnej części świata. Osób, które opuszczają swój dom, często nielegalnie, z powodu konfliktów, klęsk naturalnych lub biedy. To przed nimi piętrzą się mury kontroli imigracyjnej. To oni są niemile widzianymi gośćmi. Włóczęga musi się jednak przemieszczać, bo nie ma lepszej alternatywy w miejscu swojego dotychczasowego pobytu. Ekonomista John Kenneth Galbraith stwierdził wręcz, że migracja jest „najstarszym działaniem przeciw biedzie".
I choć nie sama bieda skłania ludzi do opuszczenia kraju, a migrują nie najubożsi, ale ci, których stać przynajmniej na opłacenie kosztów podróży to z powodu rosnących dysproporcji ekonomicznych można się spodziewać nasilenia masowych migracji na świecie. Parcia do lepszego życia nie są w stanie, na dłuższą metę powstrzymać ani bariery na granicach, ani bariery prawne, czy też odmienności cywilizacyjno-kulturowe. Kraje wysoko rozwinięte muszą zrozumieć, że Afrykańczyków i Azjatów mogą zatrzymać w domu tylko lepsze warunki życia, których Afryka i wiele państw azjatyckich samodzielnie nie stworzy. A skoro nie da się powstrzymać migracji, trzeba nauczyć się tego, by jak najlepiej wykorzystać jej efekty dla rozwoju cywilizacyjnego po obu stronach: państwa wysyłającego i przyjmującego migrantów.
Komu w drogę?
Nadal największą skalę mają migracje z biednego Południa na bogatą Północ. Według danych ONZ w 2005 r. w tym kierunku przemieściło się 62 mln ludzi. W przeciwną stronę, czyli z krajów wysoko rozwiniętych do rozwijających się wyemigrowało 14 mln osób. Z kolei pomiędzy krajami wysoko rozwiniętymi migrowało 53 mln osób, a pomiędzy krajami rozwijającymi się 61 mln osób. Na opuszczenie swojego domu decyduje się coraz więcej kobiet. Za granicą poszukują przede wszystkim lepiej płatnej pracy. W 2006 roku liczba kobiet, które opuściły swój kraj wyniosła 96 mln, co stanowiło prawie połowę wszystkich emigrantów międzynarodowych na świecie (49,6 proc.) – podaje raport UNFPA „Ludność Świata".
Uznane za klasyczne -migracje z Południa na Północ, są zwykle traktowane jako problem  i zagrożenie dla bezpieczeństwa państw i społeczeństw, do których trafiają migranci. Od niedawna zaczęto jednak dostrzegać, jak wielki jest wkład migrantów w ekonomię i dobrobyt społeczny ludności zarówno krajów pochodzenia, jak
i państw przyjmujących. Istotna jest zwłaszcza zmiana perspektywy, która pozwala dostrzec skutki ekonomiczne migracji po stronie państw rozwijających się.
Podstawowym problemem, którego doświadczają te państwa jest ubóstwo, a dokładnie pułapka ubóstwa.  Prawie półtora miliarda ludzi żyje za mniej niż 1,25 dolara dziennie, czyli poniżej granicy ubóstwa wyznaczonej przez Bank Światowy. Najwięcej skrajnie ubogich mieszka w Afryce - stanowią 50 proc. całej ludności kontynentu. Dla zmierzenia skali ubóstwa w krajach rozwijających się ONZ stworzył Wskaźnik Ubóstwa Społecznego I (Human Poverty Indem I). Opiera się on na zmiennych dotyczących: procentu ludzi, których długość życia nie przekroczyła 40 lat; procentu dorosłych analfabetów: zaniedbań w zakresie ochrony socjalnej, co odzwierciedla procent ludzi pozbawionych opieki medycznej, dostępu do wody pitnej oraz procentu dzieci niedożywionych w wieku poniżej pięciu lat. Im wskaźnik jest wyższy tym większe jest ubóstwo w danym kraju. Najgorszy poziom wskaźnika ma Niger i zajmuje ostatnie, 103 miejsce w rankingu państw.
Warto więc zadać sobie pytanie o to czy migracje mogą przyczyniać się do redukcji tych nierówności ekonomicznych na świecie.
Czy migracje mogą wpływać na rozwój?
Na początku lat 90. pracownik Międzynarodowej Organizacji Pracy stwierdził w udzielanym wywiadzie: „Migracje i rozwój? Nikt w to już nie wierzy". Obecnie nadszedł jednak czas, gdy nie tylko się w to zaczyna wierzyć, ale próbuje się zbadać w jaki sposób migracje wpływają na państwa i ich rozwój. Wiemy również, że odpowiedź na to pytanie nie jest aż tak jednoznaczna.
Zagadnienie migracji i rozwoju pojawiło się w Raporcie Światowej Komisji ds. Migracji z 2005 roku. Z kolei we wrześniu 2006 roku odbyło się spotkanie Narodów Zjednoczonych „Dialog Wysokiego Szczebla w Sprawie Migracji i Rozwoju”, a w styczniu 2007 roku pierwsze spotkanie Globalnego Forum Migracji i Rozwoju w Brukseli.
Warto również podkreślić, że choć w Deklaracji Milenijnej nie ma bezpośredniego odniesienia do migracji to uznano je za proces, który odpowiednio zarządzany może przyczynić się do realizacji Milenijnych Celów Rozwoju. Taki pogląd wyrażono np. w Parlamencie Europejskim. Migracje mogą wspomagać realizację celu pierwszego, czyli eliminację ubóstwa i głodu oraz drugiego, czwartego i piątego, które koncentrują się na edukacji oraz ochronie zdrowia. Z kolei tworzenie się transnarodowych sieci migracyjnych można uznać za wsparcie celu ostatniego, wymagającego podjęcia szerokiej współpracy na rzecz rozwoju.
Skąd jednak ten, wydawałoby się nagły przypływ zainteresowania migracjami w kontekście rozwoju? Dlaczego państwa przyjmujące i wysyłające podkreślają pożytki płynące z migracji?
Miliardy od migrantów
Zmiana podejścia wynika z tego, że państwa zdały sobie sprawę z wielkości i wpływu przekazów pieniężnych, które przesyłają do domów emigranci. To także przekonanie, że przesyłane pieniądze mogą zostać zainwestowane na miejscu i wyciągnąć ludzi z ubóstwa. W 2005 roku środki pieniężne wysyłane przez migrantów do krajów pochodzenia oszacowano na 232 miliardy dolarów. 167 miliardów dolarów trafia do krajów rozwijających się, co jest kwotą znacznie wyższą od oficjalnej pomocy rozwojowej (ODA). Jest to także drugie pod względem wielkości - po zagranicznych inwestycjach bezpośrednich - źródło zewnętrznego finansowania dla krajów rozwijających się. Eksperci uważają, że rzeczywista suma przesyłanych środków jest dużo wyższa, ponieważ przedstawione szacunki nie uwzględniają funduszy przekazywanych nieoficjalnymi kanałami. Fundusze te przeznaczane są na wyżywienie i edukację dzieci, opiekę zdrowotną, budowę domów oraz rozwój małych przedsiębiorstw w kraju rodzinnym. Przykładowo w Meksyku 1 punkt procentowy wzrostu wśród gospodarstw domowych otrzymujących przekazy przekładał się na obniżenie analfabetyzmu wśród dzieci o prawie 3 punkty procentowe. Należy jednak zauważyć, że choć migracje i przekazy pieniężne mają istotny wpływ na redukcję ubóstwa to same nie są trwałym sposobem na jego rozwiązanie. W krótkim czasie mogą złagodzić biedę, ale jej nie likwidują. W dłuższej perspektywie sytuacja znacznie bardziej się komplikuje. To co wydaje się iż może trwale wpłynąć na rozwój to nie tylko pieniądze, ale transfer wiedzy. Umożliwiają go migranci, którzy bogaci w nowe doświadczenia i umiejętności powracają do swoich krajów.

Adelajda Kołodziejska /PAH

 


 

Nie jesteśmy pępkiem Europy.


Europejska Polityka Rozwojowa jest jednym z najważniejszych obszarów europejskiej polityki. W Polsce teza ta brzmi trochę jak herezja. Z naszej narodowej perspektywy najważniejszy wydaje się bowiem być wschodni wymiar europejskiej polityki sąsiedztwa, przyszłe rozszerzenia Unii Europejskiej na Wschód, bezpieczeństwo energetyczne albo polityka konkurencji w zakresie przemysłu stoczniowego. Jednak czy tego chcemy czy nie w wymiarze europejskim polityka rozwojowa jest znacznie ważniejsza niż to, co jest priorytetowe dla Polski. Dlaczego tak się dzieje?
Jedną z przyczyn wagi polityki rozwojowej jest to, że stała się ona instrumentem swoiście rozumianej polityki historycznej. W takim kontekście zasadniczym celem współpracy rozwojowej jest zneutralizowanie procesów i mechanizmów, które zachodziły w przeszłości. Barwnie, choć w uproszczony sposób, opisał je Jomo Kenyatta, ojciec niepodległości Kenii. Powiedział on:
Kiedy biali przybyli do Afryki mieli Biblię, a my mieliśmy ziemię. Nauczyli nas modlić się z zamkniętymi oczami. Kiedy je otworzyliśmy okazało się, że to Biali mają ziemię, a my mamy Biblię.
 Z podobnym sposobem myślenia i argumentowania można się spotkać w zupełnie w innych dziedzinach. Rozmawiałem kilka dni temu z urzędnikiem ONZ, pracującym przy przygotowaniach do konferencji klimatycznej w Poznaniu. Powiedział mi, że jednym z argumentów krajów rozwijających się, które nie spieszą się ze zgodą na obniżenie emisji dwutlenku węgla, jest argument historyczny. W skrócie brzmi on następująco: wy /tzn. kraje rozwinięte/ emitowaliście dwutlenek węgla bez żadnych ograniczeń przez 200 lat, a teraz chcecie abyśmy wszyscy ograniczyli emisję w takim samym zakresie. A przecież nasza emisja, przez większość tego okresu była praktycznie zerowa. Aby wyjść z tej pułapki ONZ próbuje mówić o wspólnej, ale zróżnicowanej odpowiedzialności za zmiany klimatyczne.
Polityka historyczna nie jest jednak jedynym powodem zaangażowania Europy w problematykę rozwojową. Są również przyczyny bardziej pragmatyczne. Afryka jest ciągle najbiedniejszym kontynentem świata, ale po raz pierwszy od 30 lat przeżywa okres wzrostu gospodarczego. Zresztą jest on wyższy niż w Europie. Są oczywiście kraje afrykańskie, które wskutek nieudolnych rządów wręcz zdewastowały własną gospodarkę. Klasycznym przykładem jest Zimbabwe z rekordową, niewyobrażalną gigant-inflacją, sięgającą 40 000 000 %. Można powiedzieć, że Afryka jest kontynentem z niewykorzystanym potencjałem - 90% udokumentowanych zasobów platyny, kobaltu i chromu jest zlokalizowanych w Afryce, podobnie jak 40% złota, 30% boksytów i uranu, a także 10% zasobów ropy naftowej. Niektóre kraje posiadają też rewelacyjne warunki do produkcji rolnej. Potencjał ten w znacznej mierze nie jest wykorzystywany.
Problemem Afryki jest również to, iż jest najmniej stabilnym kontynentem na świecie. W Polsce zajmowaliśmy się ostatnio, przede wszystkim, wojną w Gruzji i jej konsekwencjami. Tymczasem w Afryce problemów jest bez liku. Straszliwy konflikt w Darfurze, rozlewający się na inne kraje. Polacy próbują pomagać zatrzymać konsekwencje tego konfliktu w Czadzie. Zamach stanu w Mauretanii, ostry spór graniczny między Erytreą a Dżibuti, uczciwe, ale kuriozalne wybory w Ruandzie, gdzie nie można być w opozycji, bo kwestionowałoby się w ten sposób jedność narodową czy skomplikowane próby znalezienia porozumienia między prezydentem i opozycją w Zimbabwe - to przykłady tylko z ostatnich tygodni.
 Bieda, brak perspektyw, w połączeniu z poczuciem niebezpieczeństwa i ryzykiem szybkiej śmierci /są kraje gdzie nosicielami wirusa HIV jest prawie 40% mieszkańców/ powodują, że jednym z niewielu sposobów wyjścia z tej sytuacji jest migracja. A że Europa jest względnie blisko i nie boryka się z podobnymi problemami, to właśnie Unia jest celem owej migracyjnej presji. Co miesiąc dziesiątki tysięcy ludzi próbuje się przedostać do europejskiej Ziemi Obiecanej. Często ryzykują życiem własnym i swoich dzieci, aby tylko uciec do lepszego świata. Paradoksalnie, ale właśnie w Polsce jest zlokalizowana unijna instytucja, która zajmuje się ochroną granic zewnętrznych Unii - FRONTEX. Paradoks polega na tym, że dla Unii dzisiaj prawdziwym problemem nie jest jej wschodnia granica, tylko południowa. Stąd urzędnicy FRONTEX-u najwięcej pracy mają nie w Warszawie czy nad Bugiem, tylko na Morzu Śródziemnym i Atlantyku. Z czasem kierunki migracji mogą ulegać modyfikacji. Zasada jest prosta - im Polska będzie bogatsza, tym presja migracyjna będzie u nas bardziej odczuwalna.
Polskie elity polityczne i opiniotwórcze powinny zrozumieć i zaakceptować fakt, że polityka rozwojowa jest jednym z istotnych elementów europejskiej polityki. W zglobalizowanym świecie bogata Północ ma swój interes w tym, aby kraje rozwijające się wzmocniły swój potencjał i zapewniły swym obywatelom lepsze życie. Politycy muszą po prostu przyjąć do wiadomości, że z rozwojem - a raczej jego brakiem - wiąże się wiele zjawisk i problemów, dotykających wszystkie kraje świata. Migracje, kryzysy żywnościowe, wzrost cen surowców, niedorozwój rynków, szara strefa, produkcja i dystrybucja narkotyków, handel ludźmi, zanieczyszczenie środowiska, konflikty zbrojne, terroryzm, łamanie praw człowieka i obywatela, zagrożenia epidemiologiczne - to wszystko sprawy ważne z punktu widzenia współpracy rozwojowej.
Unia Europejska dysponuje wszystkimi komponentami, niezbędnymi do skutecznego prowadzenia takiej polityki. Unia ma
• własne strategie,
• przepisy prawne,
• instytucje,
• mechanizmy finansowe i budżet.
Polityka rozwojowa ma też bardzo solidną tradycję. Nestorka i weteranka europejskiej polityki parlamentarnej Astrid Lulling /posłanka do Parlamentu Europejskiego z Luksemburga w latach 1965-1974, i ponownie od 1989 do dziś/ spytała mnie kiedyś ile mam lat. Odpowiedziałem, że urodziłem się w 1966 r. A ona na to, że wówczas po raz pierwszy uczestniczyła w spotkaniu parlamentarnym w Afryce poświęconym pomocy krajom rozwijającym się. Po 40 latach wspólne zasady polityki rozwojowej zostały przyjęte przez Radę, Parlament Europejski i Komisję Europejską. Dlatego nazwano je Europejskim Konsensusem w sprawie Rozwoju /2006 r./. Unia podpisała szereg umów międzynarodowych z innymi państwami i organizacjami, regulujących współpracę rozwojową. Jedną z najważniejszych jest umowa z Cotonou, podpisana w roku 2000, a znowelizowana w 2005. Jej znaczenie polega na tym, że określa ona współpracę Unii z 78 państwami z Afryki, Karaibów i Pacyfiku.
Instytucje unijne zajmujące się tym obszarem występują we wszystkich organach decyzyjnych UE. Na poziomie Rady Unii Europejskiej jest to Rada ds. Ogólnych i Stosunków Zewnętrznych. W Komisji Europejskiej mamy komisarza ds. rozwoju i pomocy humanitarnej, któremu podlega Dyrekcja Generalna ds. Rozwoju i Biuro Pomocy Humanitarnej ECHO oraz komisarza ds. stosunków zewnętrznych i Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, nadzorującego Biuro Współpracy EuropeAid. Z kolei wymiar parlamentarny stanowi Komisja Rozwoju Parlamentu Europejskiego i Wspólne Zgromadzenie Parlamentarne ACP-UE. Budżet rozwojowy, którym dysponuje Unia jest naprawdę duży. Tylko w ramach Europejskiego Funduszu Europejskiego w latach 2008-2013 ma być wydane ponad 22,6 miliardów euro.
Jeżeli porównamy te podstawowe informacje o stanie polityki rozwojowej Unii Europejskiej do sytuacji w Polsce, to zobaczymy, jak wiele jeszcze pracy przed nami. Prace nad projektem ustawy o współpracy rozwojowej czy, używając innej terminologii, o polskiej pomocy zagranicznej trwają już ponad 5 lat. Rządowe dokumenty strategiczne i programowe są traktowane dość niezobowiązująco. W jednym roku dołączamy do listy krajów priorytetowych Tanzanię, a po roku podejmujemy decyzję o likwidacji polskiej ambasady w tym kraju. Opozycja również niezbyt orientuje się w problematyce rozwojowej. Słyszałem o protestach posłów opozycyjnych w sprawie zmniejszenia liczby placówek dyplomatycznych, ale nie bronili bytu ambasady RP w Tanzanii, tylko w ...Senegalu.
Jedyną instytucją władz szczebla krajowego zajmującą się polityka rozwojową jest Departament Współpracy Rozwojowej w MSZ. Jestem przekonany, że bez uchwalenia odpowiedniej ustawy żadna dodatkowa instytucja w postaci, na przykład agencji wykonawczej nie powstanie. W Sejmie RP jest więcej stałych komisji niż w Parlamencie Europejskim, ale odrębnej komisji sejmowej, zajmującej się wyłącznie współpracą rozwojową nie ma. W Senacie jest podobnie - kwestie rozwojowe pojawiają się sporadycznie na posiedzeniach komisji spraw zagranicznych. Wśród kilkudziesięciu nieformalnych zespołów parlamentarnych nie ma grupy posłów lub senatorów, pragnących systematycznie zajmować się współpracą rozwojową.
Świadomość społeczna w zakresie pomocy rozwojowej też nie jest szczególnie głęboka, choć w ostatnich latach zrobiono sporo, aby to zmienić. A świadomość i akceptacja społeczna jest kluczem do zgody społeczeństwa na zwiększanie środków budżetowych przeznaczanych na oficjalną pomoc rozwojową czyli ODA. Czy politycy odważą się przeznaczać więcej pieniędzy podatników na redukowanie ubóstwa w dalekich krajach, skoro ciągle słuchają o tym, że zbyt mało angażują się w redukowanie biedy w Polsce? Będzie im łatwiej, jak Polacy poznają różnicę między biedą środkowoeuropejską, a biedą afrykańską. Tak, warto przypomnieć, iż z afrykańskiej perspektywy Polska jest ...rajem. Takie było hasło pierwszej w Polsce akcji promującej idee współpracy rozwojowej. Moim zdaniem było ono bardzo trafne.
W Europie nikt nie oczekuje, że staniemy się nagle liderem współpracy rozwojowej. Unia traktuje nas w tym zakresie ulgowo. Podobnie jak ONZ, choć nie wprost, stosuje zasadę wspólnej, ale zróżnicowanej odpowiedzialności. Dobijając się słusznie o równość w unijnych przywilejach - wysokości dopłat bezpośrednich dla rolników, dostępie do rynków pracy, wolności świadczenia usług na jednolitym rynku, powinniśmy też chyba pamiętać o równości w obowiązkach. Nasza pozycja i znaczenie polityczne na pewno na tym zyska. Traktując poważnie współpracę rozwojową udowadniamy, że ideału solidarności nie traktujemy wybiórczo, że nie zajmujemy się wyłączenie tym obszarami, gdzie możemy osiągnąć jakąś bezpośrednią korzyść. Co więcej, z powodu zbliżającej się polskiej prezydencji w roku 2011, musimy przygotować się do kierowania polityką europejską we wszystkich kluczowych wymiarach. Jednym z nich jest właśnie współpraca rozwojowa.
Kilka posunięć z zakresu wzmocnienia polskiej polityki rozwojowej można dokonać stosunkowo szybko i, jak mniemam, bezboleśnie. Powołanie stałej podkomisji do spraw rozwoju w sejmowej komisji spraw zagranicznych nie jest przecież działaniem nadmiernie kosztownym czy trudnym politycznie. Logicznym byłoby też większe skoncentrowanie się na krajach, które sami uznajemy za priorytetowe. Na tym przecież polega mechanizm priorytetyzacji. Z kolei na podstawie naszych własnych doświadczeń z czasów, gdy byliśmy biorcami pomocy, powinniśmy wiedzieć, jak ważne jest uwzględnianie opinii i celów, określanych przez tych, którym chcemy pomagać. Bardziej partnerska postawa może przyczynić się do jakościowej poprawy naszej współpracy rozwojowej.
Z powodu czasu, który już na to poświęcono, wydaje się, że nieco trudniejsze jest przyjęcie ustawy o pomocy zagranicznej. Ramy prawne są bardzo ważne, gdyż na lata określą sposób funkcjonowania polskiej współpracy rozwojowej. Zakończenie prac na ustawą pozwoli na skoncentrowanie się na sprawach merytorycznych. 

dr Filip Kaczmarek
Poseł do Parlamentu Europejskiego
 


Walka o klimat wbrew kryzysowi 

Poznań w dniach 1-12 grudnia skupiał uwagę całego świata goszcząc XIV Konferencję Stron Konwencji (COP 14) - jedno z najważniejszych i najbardziej prestiżowych międzynarodowych forów dyskusyjnych. COP jest głównym organem Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (UNFCCC). Do czego dążą międzynarodowe negocjacje w sprawie globalnych zmian klimatycznych takich jak tegoroczna konferencja w Poznaniu?

Negocjacje prowadzone w 2007 r. na Bali oraz konferencja, która miała miejsce w tym roku w Polsce miały na celu wypracowanie wspólnego stanowiska państw wobec zmian klimatu na COP 15 - kolejną edycję konferencji, która odbędzie się w Kopenhadze. Przyjęty w 1997 protokół z Kioto obejmuje swym działaniem lata 2008-2012. Polska jako organizator COP14, a także jej strona brały udział w wypracowaniu kompleksowego porozumienia na okres po 2012 roku. Poprzednie porozumienie, ratyfikowane przez 141 krajów skupiało się głównie na negocjacjach dotyczących wprowadzenia mechanizmów hamujących globalne ocieplenie.

W sumie kraje, które ratyfikowały protokół z Kioto wytwarzają 61% światowej emisji gazów cieplarnianych, a wprowadzenie dokumentu było pierwszym krokiem na drodze międzynarodowej współpracy na rzecz ochrony środowiska. Do tej pory pojawiły się jednostki emisyjne (AAUs) dla krajów-stron Konwencji określające maksymalne wielkości emisyjne według zasady wspólnej, lecz zróżnicowanej odpowiedzialności. Zmiany klimatyczne to już nie tylko ochrona środowiska, temat zwykle spychany na bok przez ekonomiczne prawa rynku i maksymalizację zysku podmiotów gospodarczych. Obszary tematyczne, wypracowane na COP13 i nazwane mapą drogową z Bali, dotykają adaptacji do zmian klimatu, transferu technologii, finansowania działań w krajach rozwijających się i krajów w okresie przejściowym oraz w końcu redukcję emisji gazów cieplarnianych. Zmiany klimatu stały się tematem rozpatrywanym już nie tylko w odniesieniu do samych kwestii środowiskowych, ale również w szerszym kontekście społecznym i tego jak bardzo wpływają one na życie konkretnych ludzi, przede wszystkim w krajach najuboższych, będących najbardziej narażonymi na ich negatywne skutki.

Głównymi postulatami organizacji pozarządowych było podjęcie przez rządy działań mających na celu ograniczenie emisji CO2 o 80% do 2050 (w stosunku do roku 1990)  w celu nie dopuszczenia do wzrostu średniej temperatury powietrza powyżej 2 stopni C ( w stosunku do poziomu przedindustrialnego) oraz zapewnienie przez państwa odpowiedzialne za największe emisje, funduszy i środków potrzebnych krajom najuboższym na adaptację do zmieniających się warunków środowiska.

Problem postępujących zmian klimatycznych jest nierozerwalnie związany z rozwojem państw na świecie, szczególnie tych słabiej rozwiniętych i najuboższych, ponieważ to one najszybciej i najdotkliwiej odczują skutki pogarszających się warunków klimatycznych. Kraje te ze względu na położenie geograficzne, rolę rolnictwa jako głównego źródła dochodów oraz brak środków finansowych na przeciwdziałanie zmianom klimatycznym są najbardziej narażone na ich wyniszczające skutki. Co więcej, negatywne skutki globalnego ocieplenia niwelują dotychczasowe osiągnięcia w walce z ubóstwem na świecie i hamują rozwój krajów globalnego Południa.


Choć w konsekwencji negocjacji udało się stworzyć m. in. Fundusz Adaptacyjny, mający wspierać biedne kraje w walce ze zmianami klimatycznymi – to jednak zdaniem większości organizacji pozarządowych takich jak Oxfam International czy Greenpeace efekty porozumienia osiągniętego na COP 14 są niewystarczające. W przypadku Funduszu Adaptacyjnego, mimo, że należy docenić, iż w ogóle powstał - to jednak nie sposób nie zauważyć iż kwota przeznaczona na ten cel jest kilkanaście razy mniejsza od szacowanej, która mogłaby realnie pomóc krajom biedniejszym w przystosowaniu się do zmian klimatycznych.

Do konferencji w Kopenhadze zostało już niespełna 11 miesięcy, wiele jest jeszcze do zrobienia. Miejmy jednak nadzieje, że rząd Polski oraz innych krajów ociągających się z podjęciem bardziej zdecydowanych kroków w walce ze zmianami klimatycznymi zrozumie potrzebę podjęcia niezwłocznych decyzji. Tym bardziej, że jak pokazują badania opinii publicznej aż 92% Polaków uważa, że zmiany klimatyczne stanowią zagrożenie, któremu trzeba aktywnie przeciwdziałać!*

Michał Muskała


*badanie przeprowadzone przez TNS OBOP w październiku 2008 roku na zlecenie Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce badanie zrealizował TNS OBOP. http://ec.europa.eu/polska/documents/news/polacy_o_zmianach_klimatycznych.pdf


 

Kraje rozwijające się wobec globalnych zmian klimatycznych 

Skutki ocieplenia klimatu w postaci susz, powodzi czy huraganów dotykają przede wszystkim ludzi w najbiedniejszych krajach świata. Tymczasem, to my, mieszkańcy krajów uprzemysłowionych produkujemy najwięcej zanieczyszczeń powodujących m. in. ocieplenie klimatu. Dlatego ponosimy odpowiedzialność zarówno za zmniejszenie emisji zanieczyszczeń jak również za los najbiedniejszych mieszkańców ziemi.
Powinniśmy zredukować emisję gazów cieplarnianych i oszczędniej gospodarować zasobami energii i wody. Jest to odpowiedzialność zarówno na poziomie indywidualnym jak również społecznym. Oprócz samoograniczenia powinniśmy dążyć do powstania odpowiednich ustaw i restrykcji.
Mając szansę mieszkania w bogatej części świata i możliwość korzystania z wszelkich dóbr konsumpcyjnych powinniśmy tym bardziej czuć się odpowiedzialni za los tych, którzy nie tylko, że nie mają tej szansy, ale boleśnie odczuwają skutki naszego dobrobytu, czy to w postaci kataklizmów czy niesprawiedliwego handlu etc. Powinniśmy zrobić wszystko żeby zmienić z negatywnego na pozytywny wpływ naszego sposobu życia na życie ludzi w najbiedniejszych krajach i podjąć efektywną współpracę na rzecz rozwoju.
Takimi przykładami działań mogą być np. wspieranie rozwoju edukacji w krajach, gdzie jest duży analfabetyzm,  dostępu do pitnej wody oraz rozwoju rolnictwa i hodowli. Jest to również sposób na zwiększenie siły i świadomości lokalnych społeczności, które powinny mieć szansę na niezależność od pomocy zewnętrznej, mogą samodzielnie rozwiązywać lokalne problemy oraz przeciwdziałać skutkom zmian klimatycznych.
Polska Akcja Humanitarna, jako organizacja zaangażowana w pomoc rozwojową, ma świadomość tego, że nasz kraj nie przeznacza na jej cel takich środków, jakie powinien. Nie istnieje odpowiedni system, który pozwoliłby przeznaczone na ten cel pieniądze efektywnie wykorzystywać. Brak ustawy o pomocy rozwojowej powoduje, że pomoc jest ustalana w cyklu rocznym i musi kończyć się z końcem roku kalendarzowego. Na przykład w roku 2008 dotacje były przydzielone w maju. Wtedy to organizacje pozarządowe dowiedziały się, że dostaną pieniądze wsparcie finansowe, a faktycznie dostały je nawet później. Można więc powiedzieć, że realizację naszych projektów pomocowych i rozwojowych rozpoczynaliśmy dopiero od maja. To za mało czasu na sensowne wydanie dużych pieniędzy na programy, których skutki maja być trwałe i długofalowe. Inna pomoc nie ma sensu. Jak można mówić o zdobywaniu umiejętności posługiwania się komputerem przez uczniów małej miejscowości w Afganistanie, skoro po pół roku trzeba przerwać program z powodu wyczerpania się środków na kontynuację. Lokalna społeczność jest zbyt biedna żeby sfinansować nauczyciela i paliwo do generatorów. A organizacja może kontynuować program dopiero po rozstrzygnięciu następnego konkursu czyli za około pół roku. Takie nauczanie nie przyniesie stałych i wymiernych efektów.
Mówimy o negatywnym wpływie naszego życia, naszej konsumpcji na życie ludzi w najbiedniejszych krajach, ale nawet nie realizujemy tego, do czego zobowiązaliśmy się wstępując do Unii czy podpisując zobowiązania Milenijne. Bo choć jesteśmy zobligowani do pomocy krajom najbiedniejszym, to będąc członkiem Unii od pięciu lat, wciąż nie dorobiliśmy się ustawy o pomocy rozwojowej, która pozwoliłaby efektywnie tej pomocy udzielać i wykorzystać te skromne środki jakie są przeznaczane z budżetu państwa. Taką ustawę mają już Czechy, Słowacja a nawet Rumunia. Bez tej ustawy nasza pomoc będzie wyrywkowa, a pieniądze będą wykorzystywane nieefektywnie. Mam nadzieję, że polscy parlamentarzyści wykorzystają rok 2009 na uchwalenie takiej ustawy i przyczynią się do tego, żeby w od 2010 roku polska pomoc była rzeczywiście pomocą rozwojową. 

Janina Ochojska /PAH


Afryka – aktualne problemy społeczno-ekonomiczne i dobre zasady międzynarodowej pomocy

Tekst ukazał się w biuletynie UBÓSTWO.PL, nr 1/2008


Świat zmaga się dzisiaj z trzema wielkimi kryzysami – kryzysem energetycznym,  kryzysem żywieniowym oraz zmianami klimatu. Społeczność międzynarodowa – państwa, instytucje międzynarodowe i organizacje społeczeństwa obywatelskiego powinny w obecnej sytuacji silniej wesprzeć kraje afrykańskie, których mieszkańcy najdotkliwiej odczuwają globalne skutki wspomnianych kryzysów.


Z analizy raportów dotyczących sytuacji w krajach Afrykańskich wyłania się jasny obraz aktualnych problemów, które stoją przed społecznością globalną zaangażowaną w walkę z ubóstwem, ale również zestaw wskazówek postępowania w najbliższej przyszłości.

Postęp jaki dokonał się w krajach Afryki sub-Saharyjskiej w ciągu ostatnich 15 lat jest niezaprzeczalny, nawet jeśli wciąż daleki od stabilnego (1). Światowe organizacje wskazują na lepsze sposoby zarządzania w danych państwach, relatywnie mniej wojen w regionie, wzrost wskaźników ekonomicznych, a także zacieśnienie współpracy regionalnej w poszczególnych częściach Afryki. Wiele krajów postanowiło zdywersyfikować produkcję inwestując w sektory produkcji i usług. Poszczególne rządy zdecydowały się odchodzić stopniowo od modelu gospodarki całkowicie uzależnionej od zasobów naturalnych, rujnującej środowisko naturalne. Od 2000 r. poziom ubóstwa w Afryce spadł o 6%, ilość dzieci uczęszczających do szkoły zwiększyła się o 36% (1). Podobnie śmiertelność wśród dzieci spadła znacznie w niektórych częściach Afryki. Pozytywne trendy ekonomiczne i społeczne idą w parze z relatywnie lepszą sytuacją polityczną, co można wnioskować po większej ilości systemów wielopartyjnych, opartych na niezależnych, demokratycznych wyborach.

Aktualne problemy społeczno-ekonomiczne

Jednak wciąż daleko do stabilnej poprawy. Ostatnie kryzysy globalne dotkliwie uderzyły w większość krajów Afryki, często hamując drastycznie pozytywne trendy rozwojowe. Osiągnięcie Milenijnych Celów Rozwoju wydaje się odległą, abstrakcyjną perspektywą.  Wprawdzie cześć krajów wciąż cieszy się pozytywnymi wskaźnikami społeczno-ekonomicznymi, ale zdecydowana większość pozostaje daleko w tyle. Wzrost populacji afrykańskiej w ciągu ostatniej dekady wyniósł 2,1%. Większość krajów boryka się z konfliktami lub kryzysami politycznymi. Aż 33 miliony dzieci w wieku szkolnym w Afryce nie chodzi do szkoły. Około 300 milionów Afrykańczyków nie ma stałego dostępu do wody pitnej, a 450 milionów nie ma dostępu do odpowiednich warunków sanitarnych (2).
Afryce brakuje też dostępu do nowoczesnych źródeł energii, przez co zmuszona jest eksploatować zasoby naturalne i polegać na wyniszczających środowisko biopaliwach. To bezpośrednio wpływa na wzrost zanieczyszczeń i tak już emitowanych przez kraje rozwinięte.
Mieszkańcy Afryki dotkliwie odczują też zmiany klimatyczne. Trudno precyzyjnie określić na jaką skale zmieni to krajobraz społeczno-ekonomiczny Afryki. Wiadomo jednak, że negatywne skutki zmian klimatu dosięgną przede wszystkim najuboższych, których trudno winić o wpływ na globalne ocieplenie. Dotyczy to m.in. rolników, których plony zależne są od opadów. Konsekwencje globalnego ocieplenia są dramatyczne – np. dotkliwe susze w Darfurze podsycają długoletni i bolesny konflikt.
Kolejny problem to zakażenia wirusem HIV, który dręczy Afrykę już od ponad 20 lat, a społeczno-ekonomiczne skutki umieralności w wyniku zakażenia wirusem będą odczuwalne przez następne dekady. Liczba sierot wzrasta nieubłaganie – obecnie ponad 12% wszystkich dzieci poniżej siedemnastego roku życia straciło obydwoje rodziców. Około 1/3 z nich została osierocona przez AIDS (3). Silne więzy rodzinne i troska dalekich krewnych nie wystarczą, aby zapewnić należytą opiekę tym dzieciom.
Wzrost cen żywności bezpośrednio wpłynie na pogłębienie zjawiska ubóstwa w Afryce – zwiększy się problem głodu, niedożywienia i śmiertelności wśród dzieci. Obecnie ponad 100 milionów ludzi żyje w warunkach skrajnego ubóstwa, a duża część z nich to mieszkańcy Afryki (4), przede wszystkim dziesiątki milionów Afrykańczyków, zamieszkałych na terenach wiejskich, gdzie sytuacja wymaga natychmiastowych działań pomocowych.

Rola międzynarodowej pomocy

Unia Europejska, jako największy dawca pomocy międzynarodowej, zobowiązała się zwiększyć pomoc finansową dla krajów rozwijających się, ze szczególnym nastawieniem na wsparcie dla państw Afryki subsaharyjskiej. Do 2010 roku kraje członkowskie miałyby przeznaczać 0,56% PKB, a do 2015 0,7% PKB na Oficjalną Pomoc Rozwojową. Konieczność zwiększenia ilości pomocy międzynarodowej wydaje się bezdyskusyjna.
Czy na pewno? Pojawia się coraz więcej głosów sprzeciwu, które przestrzegają przed perspektywą pogłębienia już i tak niezwykle asymetrycznych relacji między globalnym Południem i bogata Północą. Pomoc zagraniczna zawsze była obwarowana warunkami; udzielano jej, w zależności od sposobu zarządzania państwem, kultury rządów prawa, rozwoju demokracji, stanu przestrzegania praw człowieka itd. Ponadto, kiedy mowa o zwiększeniu pomocy dla krajów Afryki subsaharyjskiej, dawcy zazwyczaj chcą wpływać na sposób wydatkowania funduszy, które tworzą np. ponad 50% budżetu danego kraju. Więcej pomocy grozi większą zależnością i warunkowaniem pomocy udzielanej Afryce przez kraje bogate. Sytuacja, w której polityka rozwojowa poszczególnego kraju jest kształtowana przez kraje bogate jest nie do przyjęcia dla wszystkich przywódców afrykańskich. Trudno mówić o partnerstwie, kiedy jeden z „partnerów” dyktuje warunki, które musi spełniać ten drugi. Niemniej jednak, bogate kraje chcą mieć pewność, że pieniądze, które przeznaczają na konkretny cel, rzeczywiście trafią do najbardziej potrzebujących. Trudno się temu dziwić, ale należy pamiętać, że większość krajów Afryki coraz lepiej radzi sobie z zarządzaniem i planowaniem strategii rozwojowych. Międzynarodowa polityka pomocowa musi brać pod uwagę zdanie krajów rozwijających się. Pomoc powinna być dostosowana do realiów, strategii i całej infrastruktury społeczno-gospodarczej danego kraju.
Ale jak zapewnić jej efektywność? To wymaga jasnych, bardziej przewidywalnych mechanizmów finansowania pomocy, a także bliższej współpracy z państwami rozwijającymi się. Owa partnerska współpraca nie powinna ograniczać się jedynie do pomocy rozwojowej, ale powinna obejmować szeroko rozumianą współpracę gospodarczą, tak jak np. partnerskie porozumienia handlowe (EPAs) między Unią Europejską i krajami Afryki, które pozwoliłyby państwom afrykańskim uzyskać lepszy dostęp do rynków światowych, a także zapewnić więcej miejsc pracy w kluczowych sektorach gospodarki. Bogate kraje powinny też wziąć pod uwagę całkowite umorzenie długów krajom afrykańskim, to pomogło wielu krajom w przezwyciężeniu ubóstwa. Przywódcy państw afrykańskich podkreślają, że wraz z umorzeniem długów wzrasta zaufanie inwestorów zagranicznych, co może mieć zbawienny wpływ na ekonomię tych krajów i ogólny wzrost gospodarczy w regionie.

Podsumowanie

Potrzeby i problemy Afryki są znane – zaspokojenie tych potrzeb przez pomoc międzynarodową pozostaje prawdziwym wyzwaniem. Jak sprawić, aby pomoc faktycznie trafiała do najbardziej potrzebujących? Wiadomo, że jednostki dotknięte ubóstwem zarządzają swoimi budżetami niezwykle racjonalnie, niezależnie czy dokonują inwestycji czy zakupu w celu konsumpcji. Ale jak sprawić, aby pomoc dotarła właśnie do nich? Wydaje się, że odpowiedź ma związek przede wszystkim z zapewnieniem dobrego zarządzania środkami finansowymi i przydzielanie ich tam, gdzie wsparcie jest rzeczywiście najbardziej potrzebne. Istnieją też inne czynniki, które efektywna polityka pomocowa musi brać pod uwagę, tak jak wrażliwość na syndrom uzależnienia krajów najbiedniejszych od pomocy zewnętrznej, umiejętność właściwej absorpcji pomocy przez poszczególne administracje państw Afrykańskich, czy realia polityczne zarówno krajów dawców jak i biorców -  korupcja, kryzysy polityczne, konflikty zbrojne, naruszenia praw człowieka, interesy polityczne poszczególnych państw, itd. Jak sprostać tym wszystkim wyzwaniom? Międzynarodowi dawcy pomocy i kraje rozwijające się wypracowały odpowiednie reguły udzielania dobrej pomocy w 2005 roku, w ramach Deklaracji Paryskiej. Dokument bierze pod uwagę te i inne kwestie, definiując sposoby uniknięcia patologii w udzielaniu pomocy. Mowa o zasadach własności koncepcji rozwojowych, wzmacniania wzajemnej odpowiedzialności biorców i dawców pomocy, dostosowywanie strategii rozwojowych dawców pomocy do tych wypracowanych w krajach biorców, harmonizacja procedur niesienia pomocy i zwiększenie nacisku na osiąganie konkretnych rezultatów działań pomocowych. Wszystko to powinno opierać się na wzajemnym zaufaniu i partnerstwie dawców i biorców pomocy w ramach międzynarodowej polityki rozwojowej. Nie leży w gestii międzynarodowych donatorów ustalanie priorytetów rozwojowych poszczególnych krajów, ale wspólne wypracowanie zasad finansowania, monitorowania i ewaluacji poszczególnych projektów są niezbędne.


Źródła:

1) Africa’s Development: Promises and Prospects; Report of the Africa Progress Panel 2008. Dostępnę na www.africaprogresspanel.org

2) World Bank Development Indicators 2007. Dostępne na: www.worldbank.org

3) Holmqvist Göran. The case for cash aid to Africans − not to their governments, 2008. Dostępne na: www.europeworlds.org

4) Crop Prospects and Food Situation. Food and Agricultural Organization, 2008. Dostępne na: www.fao.org
.

Elena Wasylew /PAH


Trzecie Forum Wysokiego Szczebla ws. Skuteczności Pomocy
Akra, dn. 2-4 września 2008 r.

Tekst ukazał się w biuletynie UBÓSTWO.PL, nr 1/2008

W marcu 2005 r. w Paryżu ponad 100 państw z globalnej Północy i Południa (tzw. dawców i biorców pomocy), organizacji międzynarodowych
i regionalnych banków rozwoju przyjęło Deklarację Paryską o Efektywności Pomocy.
Dokument ten, traktowany jako przełomowy, miał zmienić charakter udzielania pomocy rozwojowej poprzez zwiększenie jej efektywności, a także zwiększenie wpływu krajów najbiedniejszych - beneficjentów międzynarodowej pomocy rozwojowej - na kształtowanie kierunków współpracy rozwojowej. Intencją sygnatariuszy Deklaracji Paryskiej było nadanie procesowi udzielania pomocy charakteru współpracy, a przez to odejście od tradycyjnej relacji dawca – bierny odbiorca.

W tym celu wypracowano najważniejsze zasady współpracy rozwojowej,
a wśród nich m.in.:

- własność koncepcji rozwojowych (ang. ownership),
- wzmacnianie wzajemnej odpowiedzialności za planowanie, finansowanie, wdrażanie i ewaluację polityk rozwojowych
- dostosowanie pomocy międzynarodowej do strategii rozwojowych biorców
– poszczególnych krajów rozwijających się (ang. alignment),
- harmonizacja/ujednolicenie międzynarodowych procedur niesienia pomocy,
- nacisk na rezultaty działań pomocowych, a przez to wypracowanie sprawnych mechanizmów ewaluacji poszczególnych programów.

Od tamtego czasu wiele zmieniło się w sposobie udzielania pomocy. Kraje, które zdecydowały się udzielać pomocy międzynarodowej zgodnie z wyżej wymienionymi zasadami (min. Irlandia, czy kraje skandynawskie) przodują w finansowaniu coraz bardziej efektywnych projektów, dostosowanych do potrzeb i koncepcji rozwojowych beneficjentów pomocy, czyli tzw. globalnego Południa. To jednak wciąż za mało w skali potrzeb – jakość i ilość międzynarodowej pomocy jest niezadowalająca, podobnie jak stopień partnerstwa z krajami najbiedniejszymi.

Aktualne problemy

Współpraca na rzecz rozwoju pozostaje nieefektywna, a jako jedną z głównych przyczyn zazwyczaj wymienia się niedostateczną koordynację między donatorami, a także zbyt dużą liczbę programów pomocowych opartych na rozmaitych skomplikowanych mechanizmach i procedurach, oderwanych od realiów i wymagań krajów rozwijających się. System pomocy stał się na tyle złożony, że skoordynowany, przemyślany sposób udzielania pomocy jest w obecnych warunkach niezwykle trudny. Pomoc jest rozbita na rozmaite, oderwane od siebie programy, działalność donatorów często się jest niespójna zarówno na szczeblu globalnym, jak i krajowym. Nadal nie docenia się konieczności wykorzystywania systemów, planów, infrastruktury krajów rozwijających się tak, aby zwiększać zaangażowanie tych krajów w realizację programów pomocowych i wzmacniać ich krajowe strategie rozwojowe. Jedną
z ważnych przeszkód pozostaje brak pomocy technicznej, dostosowanej do faktycznych potrzeb krajów rozwijających się, a duża część tej pomocy to pomoc wiązana, zbyt kosztowna, a nierzadko chybiona, bo nie przyczyniająca się do wspierania niezależności
i samodzielności beneficjentów. Zaniepokojenie budzi też fakt, że aktualne strategie polityczne UE (największego donatora na świecie) wykluczają się z międzynarodowymi zobowiązaniami krajów członkowskich w zakresie walki z ubóstwem i Milenijnymi Celami Rozwoju. Wystarczy spojrzeć na stanowisko UE wobec migracji do UE i ograniczeń w handlu z krajami Afryki, które odwraca uwagę od problemów i priorytetów współpracy rozwojowej.

Szansa na poprawę?

Ten rok jest niezwykle ważny dla przyszłego kształtu międzynarodowej współpracy rozwojowej. Aktorzy zaangażowani w pomoc rozwojową zaplanowali szereg spotkań, podczas których dyskutowane będą nowe kierunki pomocy dostosowane do aktualnych potrzeb i problemów globalnych. Niezbędne wydatki i instrumenty finansowania omawiane będą w grudniu podczas Szczytu w Doha (stolica Kataru) pt. „Finansowanie dla Rozwoju”. Państwa członkowskie ONZ natomiast spotykają się we wrześniu w celu podsumowania dotychczasowego procesu wdrażania Milenijnych Celów Rozwoju.

Także we wrześniu tego roku, w Akrze (stolica Ghany) odbyło się Forum Wysokiego Szczebla o Efektywności Pomocy skoncentrowane na wypracowaniu metod likwidacji problemu ubóstwa. Jedną z głównych części spotkania było omawianie postępów jakie poczyniono od czasy uchwalenia w 2005 roku Deklaracji Paryskiej ws. Efektywności Pomocy. Kraje udzielające pomocy rozwojowej, podobnie jak najważniejsze agencje pomocowe w pierwszym dniu szczytu zaprezentowały wyniki dotychczas sfinansowanych projektów rozwojowych, a także planowane w najbliższej przyszłości projekty. W następnym dniu odbyły się panele dyskusyjne na wyznaczone tematy (własność koncepcji rozwojowych, rola społeczeństwa obywatelskiego itp.), gdzie dawcy i biorcy pomocy, instytucje i agencje międzynarodowe oraz organizację pozarządowe będą poruszać najbardziej palące kwestie, starając się wypracować plany działań i konkretne wytyczne. Ministrowie poszczególnych krajów odpowiedzialni za wdrażanie polityk rozwojowych spotkali się w ostatnim dniu szczytu, co daje nadzieję na przyjęcie konkretnych ustaleń.

Głos społeczeństwa obywatelskiego w Akrze

Organizacje społeczeństwa obywatelskiego, od lat zaangażowane we wdrażanie pomocy rozwojowej, świetnie znające potrzeby i problemy krajów biorców, wspólnie wypracowały szereg rekomendacji dla uczestników Szczytu. Kładą one nacisk przede wszystkim na uznanie za priorytety walki z ubóstwem i nierównościami w statusie społecznym,  przestrzeganie praw człowieka, wzmacnianie kompetencji i samodzielności krajów Południa, zrównoważony rozwój gospodarczy, a także realizację Milenijnych Celów Rozwoju. Organizacje wspominają też o potrzebie umorzenia wszystkich długów w krajach rozwijających się. Ponadto przypominają bogatym krajom o niedotrzymanej przez większość obietnicy z Monterrey, kiedy to zobowiązały się przeznaczać 0,7% PKB na oficjalną pomoc rozwojową. Z pełnym zestawem rekomendacji można zapoznać się podczas lektury raportu koalicji CONCORD „No time to waste” z kwietnia b.r. dostępnym m.in. na stronie internetowej ubóstwo.pl.

Elena Wasylew /PAH


Lepsze życie zaczyna się w szkole!
Edukacja a działania UNDP na rzecz rozwoju społecznego.

Tekst ukazał się w biuletynie UBÓSTWO.PL, nr 1/2008

Mówiąc o edukacji, coraz częściej używamy dziś języka ekonomii. Z jednej strony jest to podejście słuszne, bo edukacja jest nierozerwalnie związana z gospodarką, dostarczając odpowiednich zasobów siły roboczej i stanowiąc ważny czynnik rozwoju ekonomicznego kraju. Jednak myśląc o edukacji przede wszystkim w kategoriach budowania kapitału ludzkiego czy kształcenia kadr dla nowoczesnej gospodarki, tracimy z pola widzenia jej ogromny potencjał emancypacyjny i rolę w podnoszeniu jakości życia jednostek. Aby w pełni zrozumieć kluczową rolę upowszechniania edukacji w skali globalnej, warto wyjść poza rozumienie rozwoju jedynie w kategoriach ekonomicznych i spojrzeć na procesy rozwojowe przez pryzmat potrzeb jednostek i społeczności.

Edukacja a rozwój społeczny

Rozwój społeczny, pojęcie leżące u podstaw działalności  Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), oznacza stworzenie warunków, w których ludzie mogą w pełni wykorzystywać swój potencjał, prowadząc produktywne i twórcze życia, w zgodzie ze swoimi potrzebami i zainteresowaniami. A zatem chodzi tu o coś znacznie więcej niż rozwój ekonomiczny, który – choć niewątpliwie istotny – pozostaje jedynie narzędziem umożliwiającym lepszą jakość życia, poprzez zwiększanie spektrum ludzkich wyborów. Szukanie „czegoś więcej” łączy koncepcje rozwoju społecznego i praw człowieka, których wspólnym mianownikiem jest zwiększanie ludzkiej wolności, wolności jako warunku dokonywania wyborów i uczestnictwa w podejmowaniu decyzji.
Kluczem do powiększania swobody wyboru jest dostęp do podstawowych zasobów, decydujących o perspektywach danego człowieka. Najważniejsze z tych zasobów to możliwość prowadzenia długiego i zdrowego życia, wiedza, dostęp do zasobów potrzebnych do osiągnięcia przyzwoitego standardu życia oraz możliwość uczestniczenia w życiu społeczności. Brak zaspokojenia tych najbardziej podstawowych potrzeb oznacza dramatyczne zawężenie możliwości wyboru, zamykając jednostce drogę do wykorzystania swojego potencjału. Wiedza jest nie tylko jednym z podstawowych zasobów, ale również warunkiem dostępu do pozostałych, takich jak np. zdrowie czy uczestnictwo w społeczności.

Edukacja i globalne nierówności

Począwszy od 1990 roku, Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) corocznie publikuje globalny Raport o Rozwoju Społecznym, prezentujący kompleksowe ujęcie wybranej kwestii kluczowej dla rozwoju społecznego na świecie. Raporty z ostatnich lat poświęcone były m.in. współpracy międzynarodowej, wolności kulturowej, kryzysowi wodnemu czy – jak najnowszy raport, ogłoszony w grudniu 2007 roku – kwestii zmian klimatycznych. Każdy z raportów zawiera również szereg statystyk obrazujących rozwój w ujęciu globalnym, m.in. opracowany przez UNDP Wskaźnik Rozwoju Społecznego (Human Development Index). Wskaźnik ten pozwala sklasyfikować 177 państw pod kątem jakości życia, na podstawie danych dotyczących długości życia, poziomu edukacji oraz dochodu na głowę mieszkańca.
Według statystyk zawartych w najnowszym Raporcie o Rozwoju Społecznym, 87% dzieci na świecie zostało zapisanych do szkoły podstawowej. Wystarczy jednak przyjrzeć się tym liczbom bliżej, aby dostrzec ogromne nierówności – podczas gdy w krajach o wysokim poziomie rozwoju społecznego (HDI > 0,8) do szkoły zapisanych jest 95% dzieci, w krajach o najniższym poziomie rozwoju społecznego (HDI < 0,5) dostęp do edukacji na poziomie podstawowym ma zaledwie 69% dzieci. Warto odnotować, że na początku lat 90 różnice te były nieporównywalnie większe – proporcje te wynosiły odpowiednio 93% i 45%! W wielu krajach o średnim i niskim poziomie rozwoju społecznego problemem pozostaje trudniejszy dostęp dziewczynek do edukacji, dotyczy to w szczególności takich krajów jak Niger, Jemen czy Pakistan. Mniejsze szanse dostępu do edukacji mają również dzieci z rodzin ubogich i mieszkające na wsi.
Nierówności, zarówno te między krajami jak i między płciami, rosną dramatycznie na kolejnych szczeblach edukacji. W skali globalnej 59% dzieci zostało zapisanych do szkół ponadpodstawowych, przy czym proporcje te wynosiły 91% w krajach zamożnych i jedynie 40% w krajach uboższych. Jeśli chodzi o kwestię równości w dostępie do edukacji na poziomie ponadpodstawowym, w skali globalnej proporcja dziewczynek do chłopców wynosiła 0,94, odpowiednio 1,00 w krajach zamożnych i 0,82 w uboższych. Jeszcze bardziej widoczne są nierówności na poziomie szkolnictwa wyższego, w którym na poziomie globalnym kobiety przeważają (1,05 w skali świata, 1,21 w krajach zamożnych), podczas gdy w krajach uboższych proporcja ta wynosi 0,68 na niekorzyść kobiet, a szczególnie trudna sytuacja występuje m.in. w Czadzie, Erytrei czy Kongo.
Warto dodać, że przytoczone wyżej statystyki dotyczą dzieci zapisanych do szkoły, nie mówią zatem nic o ich ukończeniu a nawet regularnej obecności. Oddzielną kwestią, trudną do uchwycenia w statystykach, jest jakość edukacji. Przykładowo, dość powszechnym problemem, szczególnie w krajach o niższym poziomie rozwoju społecznego, jest opóźnione podejmowanie edukacji. Zdarza się więc, że w jednej ławce siedzą obok siebie uczniowie, między którymi różnica wieku wynosi kilka czy kilkanaście lat, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na poziom edukacji.

Edukacja a Milenijne Cele Rozwoju

Uznając wagę edukacji dla rozwoju społecznego, i jednocześnie mając świadomość istniejących nierówności, w trakcie Szczytu Milenijnego w 2000 roku społeczność międzynarodowa zobowiązała się do zapewnienia do 2015 roku wszystkim chłopcom i dziewczynkom edukacji na poziomie podstawowym. Powszechna edukacja na poziomie podstawowym stanowi drugi w kolejności, po zobowiązaniu do zmniejszenia o połowę skali ubóstwa i głodu, z ośmiu Milenijnych Celów Rozwoju – zestawu mierzalnych, określonych w czasie zobowiązań, pod którymi podpisali się przywódcy reprezentujący 189 krajów świata. Trzecim celem jest równouprawnienie kobiet, a w szczególności eliminacja nierówności w dostępie do edukacji (do 2005 na poziomie podstawowym i ponadpodstawowym oraz na wszystkich poziomach edukacji do 2015 roku).
Według zeszłorocznego raportu oceniającego stan realizacji Milenijnych Celów Rozwoju, społeczność międzynarodowa dokonała w ostatnich latach dużego skoku, jeśli chodzi o upowszechnienie edukacji, szczególnie w kontekście równouprawnienia płci. Mimo sukcesów potrzebne są dalsze wysiłki, szczególnie w odniesieniu do krajów Afryki Subsaharyjskiej oraz Południowej i Zachodniej Azji, zwłaszcza że rok 2015 jest już coraz bliżej. Warto przy tym pamiętać, że „społeczność międzynarodowa”, odpowiedzialna za realizację Milenijnych Celów Rozwoju, to nie jakieś mityczne, odległe ciało, ale my, nasze rządy, organizacje pozarządowe i inne instytucje, na których działanie mamy wpływ. To od nas zależy, czy Deklaracja Milenijna pozostanie tylko kolejnym dokumentem czy też stanie się rzeczywistością, zmieniając życie milionów ludzi na całym świecie.
Rola edukacji w realizacji Milenijnych Celów Rozwoju jest jednak nieporównanie szersza. Bez odpowiedniej wiedzy nie sposób wyobrazić sobie osiągnięcia żadnego z pozostałych celów, które dotyczą m.in. zmniejszenia śmiertelności niemowląt, poprawy zdrowia matek, ograniczenia rozprzestrzeniania się chorób takich jak AIDS czy malaria, a także ochrony środowiska naturalnego i zbudowania globalnego partnerstwa na rzecz rozwoju. Warto pamiętać, że nie chodzi tu tylko o sam dostęp do edukacji czy konkretne wiadomości dotyczące np. profilaktyki chorób zakaźnych czy opieki nad dzieckiem. To czego potrzebujemy wszyscy bez wyjątku to edukacja globalna, określona wiedza, wrażliwość i postawa wobec świata, definiowana przez Radę Europy jako edukacja otwierająca oczy i umysły na rzeczywistość, uświadamiająca potrzebę stworzenia bardziej sprawiedliwego i równego świata, opartego na prawach człowieka. W dzisiejszym zglobalizowanym świecie taka edukacja jest koniecznością i warto ją upowszechniać, zarówno w ramach systemu szkolnego, jak i kanałów mniej formalnych. Oczywiście zaczynając od siebie.

Anna Rok /UNDP

 


Zasada poczucia przynależności projektu do jego beneficjentów w pomocy rozwojowej.

Tekst ukazał się w biuletynie UBÓSTWO.PL, nr 1/2008 

Zacznę od tego, że pomoc rozwojowa nie powinna być traktowana jako jałmużna tylko jako forma współpracy.

Tradycyjnie, kiedy mówi się o pomocy rozwojowej ma się na myśli pewną drogę jednokierunkową, na której jeden daje, a drugi otrzymuje. Holender David Sogge pokazał w swoim dziele “Give and Take”, że kto daje, nie robi tego z poczuciem  bezinteresowności, bo często darczyńcy otrzymują więcej od obdarowanych. Darczyńcy są bowiem motywowani swoim własnym interesem. Jomo Kenyatta, pierwszy prezydent Kenii, powiedział kiedyś, że kiedy europejczycy przybyli do Afryki, przywieźli ze sobą Biblię, a my, Afrykanie, mieliśmy ziemię. Nieco później, my zostaliśmy z Biblią, a europejczycy mają ziemię.

Rozumie się, że w państwie takim jak Angola, rozdartym przez długotrwałą wojnę domową, tak samo ważne, jak odbudowywanie infrastruktury, jest rekonstruowanie więzi międzyludzkich, które pozwolą na odbudowę kapitału ludzkiego, lub jak kto woli zaufania między ludźmi. Zredukowanie nierówności strukturalnych, które dziś są przeogromne oraz wzmocnienie potencjału zasobów ludzkich jest konieczne dla zbudowania nowego państwa, lepszego od tego, które mieliśmy w przeszłości.

Często słyszę, że bez demokracji nie można myśleć o rozwoju. To prawda. Ale także prawdą jest to, że bez rozwoju nie ma demokracji. Tak, jak powiedział Julius Nyerere, pierwszy prezydent Tanzanii, bez kur nie ma jajek, ale też bez jajek nie będzie kur. Demokracja i społeczeństwo obywatelskie nie powstanie w 6 miesięcy – w czasie jaki potrzebny jest do przygotowania demokratycznych wyborów w zwykłym państwie. Są to procesy długie i tylko wtedy mogą się uprzedmiotowić, jeżeli będą dobrze przygotowane. Nasze doświadczenia w Angoli pokazują, jak bardzo to stwierdzenie jest prawdziwe. 

Nikt nie jest w stanie pomóc Angoli wydobyć się ze stanu niezrównoważonego rozwoju i ubóstwa bez zrozumienia naszej rzeczywistości i naszego sposobu jej postrzegania; bez inicjowania otwartego, horyzontalnego, pozbawionego uprzedzeń dialogu z Angolańczykami i ich instytucjami; bez brania pod uwagę, że w procesie jakim jest rozwój, nie można ignorować faktu, iż żadne społeczeństwo nie jest statyczne, że istnieje dynamika, którą warto rozważyć; bez waloryzowania osiągniętych już sukcesów, nie ważne jak małych, i podnoszenia naszej własnej wartości i dumy; stawiając jakiegokolwiek rodzaju warunki, szczególnie takie, które wymuszałyby na nas wprowadzenie wartości, z którymi się nie identyfikujemy.
 
Tylko w ten sposób moglibyśmy mówić o zasadzie własności procesów rozwojowych, to jest o poczuciu przynależności tych procesów do ich beneficjentów i w konsekwencji, do zrównoważonego rozwoju, albo lepiej nawet do rozwoju zrównoważonego demokratycznie, jak go definiuje Portugalczyk Boaventura de Sousa Santos.

Prawdziwa pomoc rozwojowa powinna przede wszystkim mieć jasno określone cele: pokój i konstruowanie demokracji, pomoc w zacieśnianiu więzów Angoli z innymi partnerami społeczności międzynarodowej, tworzenie kapitału ludzkiego oraz pomoc w rozwijaniu rolnictwa małej skali. Pomoc ta musi także przestrzegać kilku podstawowych zasad, a więc oddzielenie pomocy od załatwiania własnych interesów, zwrócenie uwagi na Milenijne Cele Rozwoju, współuczestniczenie społeczeństwa obywatelskiego w podejmowaniu decyzji o charakterze publicznym. Pomoc nie powinna ograniczać się do pojedynczych projektów, ale powinna mieć na uwadze walkę z ubóstwem jako kwestię ekonomiczną, przywołującą jednak sferę etyczną i gwarantującą dostęp całemu społeczeństwu do podstawowych świadczeń socjalnych.


Fernando Pacheco / ADRA Angola


 Ryby na pustyni

Tekst ukazał się w biuletynie UBÓSTWO.PL, nr 1/2008

W środku pustyni, blisko słonego jeziora Turkana w północnej Kenii, widziałem kiedyś fabrykę.
A raczej - był to duch fabryki. Wielką przetwórnię ryb postawił tam norwesko-izraelski fundusz rozwojowy. Miała dawać zatrudnienie i godziwe zarobki koczownikom z ludu Turkana, którzy jeszcze wtedy (był to rok 1997) mieszkali w szałasach, a ich kobiety chodziły w spódniczkach z paciorków. Od najbliższego lekarza dzieliło ich 60 kilometrów bezdroży.
Norwesko-izraelski fundusz nie pomyślał jednak, że jezioro Turkana „wędruje” - i z roku na rok może mieć inny kształt. Wkrótce brzeg jeziora znalazł się półtora kilometra od przetwórni, więc trudno było nosić do niej ryby. Kiedy przywieziony ogromnym nakładem pieniędzy trawler - który miał je łowić - zatonął w czasie pierwszego rejsu, fabrykę zamknięto. Turkana z pobliskiej wioski pokazali mi ogromną, opustoszałą halę z dumą: „zobacz - to jest nasza wielka fabryka!”
Morał z tej historii jest prosty - pomagać innym trzeba się nauczyć. Pieniądze wydać jest łatwo. Nie znam wprawdzie żadnych polskich pomocowych przedsięwzięć, które byłyby równie chybione, jak fabryka ryb w środku pustyni, ale i my mamy dużo do zrobienia.
W 2006 r. (za ten rok są dostępne dane) wydaliśmy blisko miliard złotych, czyli ok. 0,09 proc. PKB. Połowa to obowiązkowa składka do funduszy pomocowych Unii Europejskiej i innych organizacji międzynarodowych. W unijnych projektach mogą uczestniczyć np. polskie organizacje pozarządowe.
Z pozostałych blisko 500 mln zł w 2006 r. najwięcej dostała Angola - astronomiczną sumę 286 mln zł. Tyle że 99 proc. tych pieniędzy to umorzone kredyty sprzed lat.
Część poszła też na koszty pobytu w Polsce uchodźców i stypendia dla studentów z zagranicy, którzy uczą się w Polsce (2,5 tys. osób w tym roku).
Największą pulę "prawdziwych" pieniędzy wydaje MSZ. W 2006 r. było to 80 mln zł. W tym roku min. Radosław Sikorski zapowiedział, że będzie to 110 mln zł.
Część tych pieniędzy rozchodzi się na projekty zgłaszane przez ambasady w porozumieniu z miejscowymi władzami i organizacjami, część dostają polskie organizacje pozarządowe.
MSZ ma otwarty konkurs na granty i urzędników (departament współpracy rozwojowej), którzy potrafią je ocenić. Jak mówią przedstawiciele organizacji pozarządowych - sprawiedliwie.
Polską pomoc utrudniają jednak ograniczenia formalne. Pieniądze przydzielane są co roku z rezerwy budżetowej, a nie są stałą pozycją w budżecie. To subtelne biurokratyczne rozróżnienie oznacza w praktyce, że co roku nie wiadomo, ile będzie pieniędzy.
Co więcej, procedury budżetowe wymagają, żeby pieniądze były wydawane w tym samym roku, w którym zostały przyznane. Konkursy na granty dla organizacji pozarządowych zaczynają się późną wiosną, a pieniądze trzeba wydać do końca grudnia. To uniemożliwia prowadzenie projektów obliczonych na lata, możemy np. wyremontować szkołę w Kenii czy w Senegalu (takie projekty były już prowadzone za polskie pieniądze), ale nie możemy np. opłacać tam przez kilka lat nauczyciela informatyki, bo co roku trzeba byłoby ponownie ubiegać się o nowy grant na jego pensję.
Polska potrzebuje ustawy o pomocy rozwojowej, która usunie te biurokratyczne głupstwa. One sprawiają, że wydajemy pieniądze mniej sensownie - przy dobrej woli wszystkich zainteresowanych, od MSZ po organizacje pozarządowe.
Nie jest to, całe szczęście, łowienie ryb na pustyni. Ale blisko.

Adam Leszczyński / Gazeta Wyborcza


Dojrzeliśmy 

Tekst ukazał się w biuletynie UBÓSTWO.PL, nr 1/2008

Kiedy pada pytanie o pomoc rozwojową, której mogłaby udzielać innym krajom Polska, wiele osób jest zdumionych. My mamy udzielać pomocy? Przecież jesteśmy krajem ubogim, potrzeby rozwojowe są ogromne, a skala ubóstwa znaczna. Nie neguję wcale tego, że w Polsce jest wiele ubóstwa. Ale z kilku rzeczy należy zdawać sobie sprawę. Po pierwsze z tego, że w skali świata nie lokujemy się wcale wśród krajów biednych, ale zamożnych - choć, trzeba przyznać, na końcu
listy. 18% ludności świata mieszka w krajach zamożniejszych od Polski, 82% w krajach uboższych. Po drugie z tego, że poczucie ubóstwa jest bardzo względne, a to z czym możemy się spotkać w Polsce jest niczym w porównaniu z prawdziwą nędzą, którą cierpią setki milionów ludzi na świecie. Po trzecie z tego, że przez lata korzystaliśmy z pomocy rozwojowej, a obecnie nadal ją otrzymujemy - w gigantycznej skali - dzięki transferom z Unii Europejskiej. Nie twierdzę, że stać nas na wielką skalę pomocy dla uboższych. Ale uważam że dojrzeliśmy do tego, by zacząć jej udzielać w skali zauważalnej.

prof. Witold Orłowski


Newsletter
Zaprenumeruj wpisując swój adres e-mail hits counter
Numery archiwalne
Sonda
Czy jesteś za zwiększaniem pomocy rozwojowej dla krajów najbardziej potrzebujących w sposób niezależny od interesów politycznych Polski?
nie
tak
Powiadom znajomego: